wtorek, 18 września 2012

ROZDZIAŁ 6

Siedziałem przy stole w Wielkiej Sali i jadłem obiad. Nagle odezwał się Zabini.
-Ej, Smoku, Granger już jest.
Odwróciłem głowę. Faktycznie, dziewczyna siedziała obok Wiewióry. Już wyszła ze skrzydła szpitalnego.
Spokojnie dokończyłem jeść. Poszedłem po książki. Wolno zmierzałem w stronę sali od transmutacji. Wszedłem pięć minut po rozpoczęciu lekcji.
-Panie Malfoy –nauczycielka zwróciła się do mnie. –Za spóźnienie Slytherin traci pięć punktów. Siadaj.
Zająłem swoje miejsce. Granger obdarzyła mnie pogardliwym spojrzeniem. Nie zwróciłem na to uwagi. Co mnie obchodzi zdanie tej durnej szlamy. Na lekcji nic nie mówiłem ani nie robiłem. Nie słuchałem dyrektorki. Kiedy lekcja dobiegła końca, poczułem wielką ulgę.
-Panno Granger, panie Malfoy, proszę na chwilę zostać.
Odwróciłem się. Czyżby chciała mi nagadać za to, że jej nie słuchałem? Podszedłem do biurka.
-Dziś wieczorem odbędzie się zebranie prefektów. W tej sali.
Gdy tylko McGonagall to powiedziała, Granger szybko wyszła z pomieszczenia. Podążyłem za nią.
-Ej, Granger –zawołałem kiedy byliśmy daleko od klasy transmutacji. –Co się tak spieszysz? Boisz się, że twój chłopak będzie się martwił?
Dziewczyna nie wiedziała o co mi chodzi.
-Nie wiem o kim mówisz Malfoy.
-O Fredzie Weasleyu.
Zobaczyłem zdziwienie na jej twarzy. Zaskoczyłem ją. Popatrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami.
-Naprawdę nie zauważyłaś? –zapytałem i odszedłem nie czekając na odpowiedź. Sam nie wiem po co to powiedziałem.
Wróciłem do pokoju wspólnego i usiadłem na kanapie.
-Smoku, co od ciebie chciała McGonagall? –zapytał z ciekawością Blaise.
-Tylko powiedziała, że dzisiaj jest zebranie prefektów. Idziemy na kolację?
Przyjaciel skinął głową i wyszedł z pokoju wspólnego. Podążyłem za nim.
Usiedliśmy tam gdzie zwykle. Stół był już zastawiony, na sali było dużo osób. Spokojnie jadłem kolację. dowcipkowałem z Zabinim. Dołączyła się do nas Pansy. Od razu wstałem.
-Muszę iść na zebranie prefektów. Spotkamy się w pokoju wspólnym –rzuciłem idąc w kierunku wyjścia. Poszedłem pod salę od transmutacji i wszedłem tam. Wszyscy już byli, czekali tylko na mnie.
-Skoro pan Malfoy łaskawie zaszczycił nas swoją obecnością to możemy zaczynać –powiedziała chłodno McGonagall. Nauczycielka dała każdemu listę zakazanych przedmiotów. Mówiła za co mamy prawo odejmować punkty lub dawać szlabany.
-W tym roku odbędzie się Bal Bożonarodzeniowy. Organizuje go Ariadne Green, więc ze wszystkimi pytaniami kierujcie się do niej. I nie mówcie nikomu o Balu. Zostanie to ogłoszone w swoim czasie. Panno Granger, panie Malfoy proszę jeszcze zostać. Reszta może iść.
Zaczekała aż prefekci opuszczą salę. Dopiero wtedy zaczęła mówić.
-Jak wiecie co roku para prefektów naczelnych dostaje własne dormitorium. Wy też macie ten przywilej.
Własne dormitorium? Brzmi nieźle. Do tego nie będzie tam Parkions.
-Od jutra tam zamieszkacie. Wejście jest obok posągu gargulca koło łazienki prefektów. Przepuści tylko was i osoby zaproszone.
To wszystko co powiedziała McGonagall brzmiało świetnie, ale mi nie pasował jeden drobny szczegół.
-Ale pani profesor –odezwałem się. –Wejście? A nie wejścia? Jest nas dwoje. Co to znaczy?
-To znaczy, panie Malfoy, że zamieszkacie razem. Możecie iść się spakować.
-Ale pani profesor –powiedziała Granger. –Czy musimy tam zamieszkać?
-Tak panno Granger. Musicie.
Dziewczyna zrezygnowała z prób przekonywania dyrektorki. Po prostu wstała i wyszła. Wiedziałem, że nic nie zdziałam w tej sprawie. Ze złością poszedłem do lochów.
Kiedy wszedłem do pokoju wspólnego zapanowała głucha cisza. Wszyscy zauważyli moją minę. Wszedłem do swojego dormitorium. Miałem ochotę coś rozwalić. Zamiast tego walnąłem z całej siły pięścią w ścianę głośno przekląłem. Mogłem mieszkać z każdym, ale dlaczego akurat z Granger?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz