niedziela, 18 listopada 2012

ROZDZIAŁ 18

Obudziłam się z głośnym krzykiem. Oddychałam szybko. To tylko sen. To był tylko sen. Złapałam się za głowę. Śniło mi się jak ktoś mnie zabija. Co za głupota. Wstałam i poszłam do łazienki. Zatrzasnęłam głośno drzwi. Do wielkiej wanny nalałam gorącej wody i weszłam do niej. Moje mięśnie od razu się rozluźniły. Wygrzewałam się tak przez jakieś piętnaście minut. Po ich upływie, wyszłam z wody i owinęłam ręcznikiem. Rozczesałam włosy i ubrałam się. Opuściłam łazienkę i szybko poszłam do Wielkiej Sali. Podeszłam do stołu Gryffindoru i od razu ujrzałam Ginny. Siedziała na uboczu, co jakiś czas zerkała w stronę czarnowłosego chłopaka. Zajęłam miejsce obok przyjaciółki.
-Cześć Ginny –powiedziałam do niej. Dziewczyna odwróciła głowę i wykrzywiła usta w wymuszonym uśmiechu. Jej oczy były zapuchnięte. Ruda wbiła wzrok w talerz. Przygryzłam lekko wargę. Nie wiedziałam co powiedzieć, tak, aby Ginny nie była jeszcze smutniejsza.
Nałożyłam sobie kurczaka i zaczęłam powoli jeść. Kątem oka zauważyłam, że przyjaciółka nawet nie tknęła jedzenia, które miała na talerzu. Rudowłosa wstała z zamiarem opuszczenia Sali.
-Ginny, gdzie ty idziesz? –spytałam zdziwiona.
-Po książki –odpowiedziała Gryfonka głosem pozbawionym jakichkolwiek emocji.
-Ale przecież nic nie zjadłaś.
-Nie jestem głodna.
To mówiąc, Ginny wyszła z Wielkiej Sali. Popatrzyłam na Harry’ego Pottera, wesoło rozmawiającego z Ronaldem. Będę musiała z nim poważnie pogadać.
Spokojnie dokończyłam śniadanie i poszłam po książki. Ruszyłam w stronę lochów, do sali od eliksirów. Przybyłam tam jako jedna z pierwszych. Zawsze tak było. Po kilkunastu minutach zaczęli nadchodzić kolejni uczniowie. Z daleka zauważyłam rudych bliźniaków, zmierzających w moim kierunku.
-Hej Miona! –powiedział Fred z szerokim uśmiechem.
-Cześć –odparłam wesoło. W tym momencie otworzyły się drzwi od sali. Stanął w nich profesor Slughorn.
-Wchodźcie, wchodźcie –powiedział nauczyciel. Szybko weszłam do lochu i zajęłam miejsce przy jednym z podłużnych stołów. Po mojej prawej stronie usiadł Harry.
-Moi drodzy. Dziś będziemy ważyć Amortencję, gdyż ten eliksir może pojawić się podczas OWUTEMów. Instrukcje znajdują się w podręczniku na stronie trzydziestej czwartej, a składniki w kredensie. Zaczynajcie!
Szybko pobiegłam po wszystkie składniki potrzebne do uwarzenia Amortencji i zaczęłam pracować. Z dokładnością co do najmniejszej kropli, najmniejszego ziarenka, wsypywałam i wlewałam różne rzeczy do kociołka. Dodaj pięć liści Kamury i zamieszaj wywar trzy razy ruchem zgodnym ze wskazówkami zegara. Twój eliksir powinien mieć kremowy kolor, a nad nim powinna się unosić perłowa para układająca się w charakterystyczne spirale. Szybko wykonałam podane w podręczniku instrukcje. Mój wywar wyglądał dokładnie tak, jak opisano w książce. Uśmiechnęłam się pod nosem i dyskretnie rozejrzałam po sali. Jeszcze nikomu nie udało się uwarzyć tego poprawnie. Nad jednymi kociołkami unosiła się czerwona mgiełka, nad innymi niebieska. Pokręciłam lekko głową z niedowierzaniem i dokończyłam eliksir. Zdążyłam zrobić to przed końcem czasu. Usłyszałam kroki nauczyciela, który pochylił się nad moim kociołkiem.
-Brawo, panno Granger! Idealny eliksir, idealny! Dwadzieścia punktów dla Gryffindoru! Cudownie!
Uśmiechnęłam się szeroko i spakowałam. Wraz z Fredem i Georgem wyszłam z lochu. Wtedy przypomniałam sobie, że miałam porozmawiać z Harrym.
-Idź już. Później się spotkamy –zwróciłam się do rudzielca, który bez słowa odszedł z bratem.
 Stanęłam przed wyjściem z sali i czekałam na Harry’ego. Po chwili wyszedł on z lochu.
-Harry. Możemy pogadać? –spytałam bruneta. Chłopak tylko skinął głową. Odeszłam od drzwi, nie chciałam żeby ktokolwiek słyszał tą rozmowę.
-Coś ty zrobił? –zapytałam Pottera, który popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
-O co ci chodzi?
-Dlaczego nie spotkałeś się z Ginny mimo, że jej to obiecałeś? –spytałam ze złością. Żądałam wyjaśnień.
-Ach to –mruknął chłopak.
-Tak, właśnie to! –powiedziałam podniesionym głosem. Patrzyłam groźnie na Gryfona.
-No bo, Hermiona, ja nie mogłem!
Słysząc te słowa, prychnęłam głośno. Też mi wymówka.
-Nie mogłeś?! A to niby dlaczego? –zapytałam wkurzona. Odpowiedziała mi cisza co tylko jeszcze bardziej mnie zdenerwowało. Harry tylko patrzył na mnie ze złością.
-Radzę ci iść ją przeprosić, bo inaczej będziesz miał do czynienia ze mną!
Potter odszedł szybko, a ja odetchnęłam głęboko. Nagle usłyszałam męski głos za plecami.
-No, no, no, Granger! Pokłóciłaś się Potterem. Gratulacje.
-Zamknij się, Malfoy –odparłam, odwracając się w stronę blondyna. Chłopak opierał się o ścianę i patrzył na mnie z lekkim uśmiechem. Otworzyłam usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam. Odwróciłam się i poszłam na piąte piętro, do swojego dormitorium. Usiadłam na łóżku i popatrzyłam na plan lekcji. Za chwilę miała zacząć się historia magii, ale jakoś nie miałam ochoty na nią iść.
***
(Ginny Weasley)
Siedziałam przy stole Gryffindoru, w Wielkiej Sali. Przede mną leżał talerz, cały wypełniony jedzeniem, którego nie miałam zamiaru tknąć. Usłyszałam czyjeś kroki.
-Cześć Ginny –powiedziała Hermiona i usiadła Kołomnie. Odwróciłam głowę w jej stronę i wykrzywiłam usta w sztucznym uśmiechu. Miałam nadzieję, że wyglądał normalnie. Znowu wbiłam wzrok w talerz. Co jakiś czas zerkałam w stronę Harry’ego, który rozmawiał z moim bratem, Ronem. Nadal nie mogłam uwierzyć, że nie przyszedł. Nie wiedząc co robić, wstałam z zamiarem wyjścia z Sali.
-Ginny, gdzie ty idziesz?
Głos zdziwionej Hermiony nakazał mi się zatrzymać.
-Po książki –odpowiedziałam tępo, patrząc na swoje buty.
-Ale przecież nic nie zjadłaś.
-Nie jestem głodna.
To mówiąc szybko opuściłam Wielką Salę i poszłam do dormitorium. Wzięłam książki i ruszyłam do sali obrony przed czarną magią.

Po lekcji szybko wróciłam do wieży Gryffindoru. Usiadłam w fotelu przy kominku i zapatrzyłam się smutno w ogień.
-Ginny –usłyszałam męski głos za plecami. Przełknęłam ślinę i odwróciłam głowę w stronę Harry’ego.
-Ginny, ja chciałem cię przeprosić za to, że nie przyszedłem.
Po minie Pottera widać było, że naprawdę tego żałuje.
-Nie potrzebuję twoich przeprosin.
Ze zdziwieniem usłyszałam własny głos. Co ja powiedziałam? Harry popatrzył na mnie z niedowierzaniem i odszedł bez słowa. Złapałam się za głowę. Co ja zrobiłam? I co ja powiem Hermionie?
____________________________

I jest kolejny rozdział! Zastanawia mnie czy spodobały wam się rozmyślania Ginny. Bo sama twierdzę, że nie są najgorsze :)
Dzisiejszy rozdział dedykowany wszystkim czytelnikom, bez wyjątków.
Pozdrawiam serdecznie

poniedziałek, 12 listopada 2012

ROZDZIAŁ 17

Tym razem kolejny rozdzial dodaję szybko. Grożono mi Voldemortem, więc sami rozumiecie.
________________________

(Ariadne Green)
Biegłam najszybciej jak potrafiłam, a w biegach jestem mistrzem. Po zaledwie kilku minutach byłam już pod gabinetem profesor Sanchez. Zapukałam w drzwi, które natychmiast się otworzyły. Stała w nich zaskoczona nauczycielka.
-Panno Green, co pani robi tu o tej porze? –zapytała dziewczyna (kobietą jej nazwać nie można).
-Na szóstym piętrze znaleziono kolejne ciało –wyrzuciłam z siebie te słowa bardzo szybko. Przez chwilę Sanchez patrzyła na mnie oszołomiona.
-Idź po resztę nauczycieli. Szybko.
Skinęłam głową na znak zgody i szybko popędziłam do kolejnych gabinetów. Sama nauczycielka skierowała się na szóste piętro.
Biegnąc po panią profesor McGonagall, wpadłam na profesora Slughorna.
-Panno Green, stało się coś? –zapytał profesor Slughorn, widząc moją minę.
-Kolejne morderstwo. Na szóstym piętrze.
Horacy popatrzył mi prosto w oczy.
-Minerwo –powiedział głośno. Momentalnie profesorka pojawiła się przy nim.
-Stało się coś Horacy?
Patrzyła to na mnie, to na dyrektora.
-Zabito kolejną osobę.
Te słowa wystarczyły. Wraz z nauczycielami ruszyłam po resztę grona nauczycielskiego.
-Panno Green –zwróciła się do mnie McGonagall. –Proszę, przyprowadź Poppy.
-Dobrze –odpowiedziałam krótko i poszłam do skrzydła szpitalnego.
***
Stałam na korytarzu, w osłupieniu wpatrując się w leżące przede mną ciało. Jeszcze przed chwilą krzyczałam głośno, jednak teraz nie potrafiłam wydobyć z siebie ani słowa. Jedynie co mi zostawało to stać tu bezmyślnie, nie wiedząc co zrobić, bo dziewczynka nie żyje.
-Granger –usłyszałam z boku czyjś głos. –Granger, dobrze się czujesz?
Odwróciłam głowę. Malfoy patrzył na mnie uważnie. W jego wzroku dostrzegłam… troskę? Nie potrafiłam uwierzyć w to co widziałam.
-Wszystko dobrze –powiedziałam chłodno. Draco chciał chyba powiedzieć coś jeszcze, ale w oddali rozległy się czyjeś kroki. Zobaczyłam nadchodzącą profesor Sanchez, która szybko podbiegła do ciała. Popatrzyła na mnie i Malfoya.
-Które z was pierwsze tu było? –zapytała cicho. Lekko uniosłam rękę. Na szczęście się nie trzęsła. –Widziałaś kogoś?
Szybko potrząsnęłam głową. Sanchez stanęła i spojrzała na ścianę. Lekko otworzyła oczy. Podążyłam za jej wzrokiem. Nauczycielka wpatrywała się w szkarłatny napis.

To jeszcze nie koniec.
A.G.

Te słowa sprawiły, że moje wspomnienia dotyczące Komnaty Tajemnic wróciły. Wiadomości pisane krwią, spetryfikowani ludzie. Wtedy sama byłam jedną z ofiar. Przez cały czas pamiętam te ohydne, żółte oczy.
Usłyszałam głośne kroki. Obok mnie stanęli inni nauczyciele. Pani Pomfrey podeszła do ciała i pochyliła się nad nim.
-I co Poppy? –zapytała McGonagall, gdy pielęgniarka wstała.
-Jakiś nóż, nie znam się na tym. Jako czarownica rzadko mam do czynienia z fizycznymi ranami. Mogę tylko powiedzieć, że napastnik przeciął jedną z tętnic, wyprowadzającą krew z serca.
Wtedy odezwała się profesor Sanchez.
-Sztylet, krótki, o bardzo cienkim ostrzu. Zadano nim kilka ciosów. Na oko sześć. Zadane z raczej niedużą siłą. Morderca musiał znać się na budowie człowieka, inaczej rany byłyby głębsze. Napastnik chciałby mieć pewność, że ofiara nie żyje.
Całe grono pedagogiczne popatrzyło na nią z osłupieniem. Ja również.
-Znasz się na tym Isabelle? –zapytał stojący na uboczu Hagrid. Dopiero teraz go zauważyłam. Wymieniona nauczycielka skinęła głową.
-Kiedyś interesowałam się wszelkiego rodzaju zabójstwami w świecie mugoli.
Za plecami usłyszałam ciche prychnięcie. Oczywiście, arystokrata Malfoy nie szanuje mugoli. Na szczęście nikt oprócz mnie nie zwrócił na to uwagi.
-Współpracowałam z tamtejszymi władzami. Jako detektyw. Widziałam już wiele ran, wiele śmierci, zabójstw. Teraz potrafię je rozpoznawać.
Pochyliła się nad ciałem.
-O tutaj –wskazała jakieś miejsce. –Widać tu wgłębienie. Jest po prawej stronie, prowadzi po skosie. Dzięki temu można stwierdzić, że zabójca jest leworęczny.
Moje oczy rozwarły się jeszcze szerzej. W tym momencie zamiast profesor Sanchez, widziałam Sherlocka Holmesa. Jego damską wersję.
-Wiesz coś jeszcze? –spytała McGonagall.
-Tylko tyle, że to –tu wskazała na ścianę –zostało napisane jej krwią. Nic więcej tu nie widzę.
-Dobre i to –mruknął Hagrid ponuro. Wziął ciało na ręce i wraz z McGonagall opuścił korytarz. Dyrektorka odwróciła się.
-Panno Granger, panno Green, panie Malfoy. Możecie już iść do dormitoriów.
Kiwnęłam głową. Odwróciłam się i zeszłam na piąte piętro, gdzie znajdowało się moje dormitorium. Szybko weszłam do pokoju i usiadłam na łóżku. To już drugi raz. Kolejne morderstwo, do tego w zamku. Jak tak dalej pójdzie to zamkną Hogwart. Tym bardziej, że wszyscy myśleli, że nie ma już zagrożenia skoro Voldemort nie żyje, a jego poplecznicy zostali złapani. A tu nagle… Zamknęłam oczy. Czemu to się dzieje? Czemu tu?
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, ale nie miałam zamiaru otwierać. Byłam zbyt przerażona i zmęczona.
***
Stałem i przysłuchiwałem się naszej nauczycielce obrony przed czarną magią z rosnącym zdumieniem. Skąd ona to wszystko wie? I kto zabił tą dziewczynkę? Oczywiście na te pytania nie dostałem odpowiedzi.
-Panno Granger, panno Green, panie Malfoy. Możecie już iść do dormitoriów.
Te słowa wypowiedziała McGonagall. Popatrzyłem na dyrektorkę spode łba. Chciałem się dowiedzieć czegoś ciekawego. I co? Gówno się dowiedziałem. Podszedłem do Ariadne. Dziewczyna wciąż wpatrywała się w kałużę krwi, która była na ziemi.
-Ariadne? Ty żyjesz? –zapytałem z lekkim niepokojem, widząc jak dziewczyna zamarła. Brunetka szybko potrząsnęła głową.
-Nic mi nie jest –powiedziała oschle. Trochę mnie to zdziwiło. Nigdy nie słyszałem, żeby Green zwracała się do kogoś takim tonem. Byłem pewny, że coś się stało. Tylko nie wiedziałem co.
Bez słowa ruszyłem na dół. Jak będzie chciała sama mi powie. Kątem oka zauważyłem, że Ariadne jeszcze przez chwilę wpatrywała się w szkarłatny napis, po czym odeszła ze spuszczoną głową. Ja sam przez chwilę wpatrywałem się w tę ścianę. A.G. z czymś mi się kojarzyły te inicjały. A.G. A.G. Skąd ja to znam? Nagle skojarzyłem oczywiste fakty, lekko zbladłem. Oczywiście jeśli jest to w ogóle możliwe. A.G. Znam tylko jedną osobę która ma takie inicjały. Tą osoba jest nie kto inny niż Ariadne Green, moja najlepsza przyjaciółka.
________________________

Ten rozdział dedykowany Hermionie i Kokoszce :)

sobota, 10 listopada 2012

ROZDZIAŁ 16

-Dziś idziemy do Hogsmead!
Tym właśnie okrzykiem powitała mnie Ginny. Uśmiechnęłam się do niej.
-Hermiono, pójdziesz ze mną? –zapytała Ruda.
-Oczywiście, że tak.
Dziewczyna posłała mi szeroki uśmiech. Od razu widać było jej entuzjazm. Poważnie zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie spotka się Harrym. Szybko odrzuciłam tą myśl. Gdyby tak było, na pewno by mnie poinformowała. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.
Pobiegłam do Wielkiej Sali i pospiesznie zjadłam śniadanie. Ginny tylko stała nade mną i poganiała mnie. Kiedy tylko przełknęłam ostatni kawałek kurczaka, Ruda złapała mnie za rękę i szybko wyszła z Sali.
-Ginny po co się tak spieszysz? –zapytałam ją w drodze do wyjścia z zamku.
-Po prostu czuję dużą potrzebę wyjścia na dwór –odpowiedziała bez wahania.
-Ale…
Nie zdążyłam dokończyć zdania bo zatrzymał nas Filch, trzymający w dłoni swój czujnik. Zaczął nas sprawdzać czy nie przenosimy żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Ginny lekko się niecierpliwiła. Kiedy tylko woźny nas puścił, wręcz biegiem ruszyła w kierunku Hogsmead. Poszłam za nią.
Po kilku minutach stanęłyśmy przy wejściu do wioski.
-Może pójdziemy do Trzech Mioteł? –zapytała Ginny i nie czekając na odpowiedź, weszła do ciepłego wnętrza baru. Podeszła do lady i  zamówiła dwa piwa kremowe u madame Rosmerty. Zajęłyśmy wolny stolik. Popatrzyłam na Ginny.
-Coś się stało? –zapytałam z ciekawością. –Chodzisz dziwnie podekscytowana.
Gryfona popatrzyła na mnie z podekscytowaniem.
-Idę na randkę z Harrym –powiedziała szybko. Lekko zamrugałam oczami.
-Naprawdę? –Ruda kiwnęła głową. –To wspaniale Ginny! Tak się cieszę.
Uśmiechnęłam się do niej szeroko.
Przez resztę dnia prowadziłyśmy wesołą rozmowę. Ginny nie wspominała o tym, co powiedziałam jej poprzedniego dnia. Byłam jej za to bardzo wdzięczna. Nie zniosłabym gadania o Malfoyu i Fredzie.
-Och, muszę już iść. Harry pewnie już na mnie czeka.
Ruda szybko wstała i wyszła z Trzech Mioteł, a ja z uśmiechem, spokojnie dopiłam kremowe piwo. Nagle zobaczyłam Lunę Lovegood, zmierzającą w moją stronę.
-Cześć Luna –powiedziałam wesoło. –Co u ciebie?
-Właśnie dostałam list od taty. Pisał, że rozpoczął poszukiwania Chrapaków Krętorogich. Podobno wie już gdzie spędzają noce –odpowiedziała Krukonka poważnym tonem.
-To świetnie –odparłam. Zdążyłam już się przyzwyczaić, że Luna wierzy w takie dziwne rzeczy.
Przez kolejną godzinę dowiedziałam się wiele o chrapkach, narglach, buchorożcach i wielu innych, dziwnych stworzeniach.
-Muszę już iść –powiedziałam do blondynki, wstając. –Do zobaczenia Luna.
Wyszłam z Trzech Mioteł i ruszyłam do zamku. Idąc drogą, zobaczyłam jakąś drobną, rudą postać, siedzącą na murku. Poznałam ją.
-Ginny?
Podeszłam do dziewczyny.
-Co ty tu robisz?
Ruda uniosła głowę. Płakała.
-On… on nie przyszedł.
Przez chwilę nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
-C… co?
-Harry nie przyszedł –to mówiąc, Ginny zaczęła kaszleć. Podniosłam ją z ziemi.
-Zaprowadzę cię do skrzydła szpitalnego.
Podtrzymując Ginny, ruszyłam do zamku. Szybko zaprowadziłam rudowłosą do pani Pomfrey, która bez zbędnych pytań ułożyła ją na wolnym łóżku.
Wyszłam ze skrzydła szpitalnego i poszłam do wieży Gryffindoru. Zamierzałam nawrzeszczeć na Harry’ego, powiedzieć mu jakim jest idiotą, jak bardzo skrzywdził Ginny.
Szłam szybko, byłam już na szóstym piętrze, kiedy nagle przystanęła. Poczułam jakiś dziwny zapach, jakby rdzy. Powoli opuściłam głowę. Po chwili słyszałam swój przeraźliwy krzyk.
***
Usiadłem w Wielkiej Sali, przy stole Slytherinu i zacząłem jeść śniadanie. Miejsce po mojej prawej stronie zajął Zabini.
-Cześć Smoku. Idziesz dzisiaj do Hogsmead?
Popatrzyłem na niego.
-Nie wiem. Miałem odwalić wszystkie prace jakie nam zadali, ale jakoś nie chce mi się.
Przez cały tydzień tyle nam zadali, a przez treningi quidditcha nie miałem czasu odrobić lekcji. Zamierzałem zrobić to w weekend,  no i trochę liczyłem na pomoc Granger. jednak kiedy nadeszła sobota, nie chciało mi się oczywiście robić tych zadań.
-Jak tam sobie chcesz. Ja zaraz idę do Hogsmead.
ejSpokojnie dokończyłem śniadanie. Na myśl o pracach domowych robiło mi się niedobrze. Postanowiłem, że pójdę do Hogsmead. Zadania mogę zrobić… kiedy indziej. Z tą właśnie myślą ruszyłem do wyjścia z zamku, kiedy wpadłem na Ariadne.
-Przepraszam –powiedziała.
-Gdzie ty idziesz? –zapytałem, widząc, że się spieszy. –Nie idziesz do Hogsmead?
-Nie, nie idę do Hogsmead. Idę do biblioteki odrobić nawał prac, bo w porównaniu do ciebie nie zamierzam spędzić każdej wolnej chwili na szlabanie u różnych nauczycieli.
Szlabany. O tym nie pomyślałem.
-Ale ty pewnie już wszystko zrobiłeś? –zapytała ironicznie Green. Nie odpowiedziałem. –Radzę ci to zrobić, bo inaczej trzeba będzie zmienić kapitana drużyny –dodała z udawanym smutkiem. Gdybym z powodu szlabanów nie mógł trenować, to właśnie ona pełniłaby funkcję kapitana.
-No dobra, tymi szlabanami mnie przekonałaś.
Wraz z nią poszedłem do biblioteki. Niechętnie patrzyłem jak wyjmuje kilka tomów grubych ksiąg. Patrzyłem na nią niezbyt przytomnie.
-Pacanie, nie zasypiaj mi tutaj tylko zacznij coś robić. Nie odwalę za ciebie wszystkiego!
Niezbyt zadowolony, sięgnąłem po jedną z ksiąg i zacząłem szukać informacji o Varitaserum.

Po kilku godzinach ciężkiej pracy miałem zrobione wszystkie zadania.
-Nigdy więcej –mruknąłem, ale trochę zbyt głośno, bo Ariadne to usłyszała.
-Nie narzekaj. I tak niewiele robiłeś.
Wzięła wszystkie księgi i włożyła na miejsce. Schowała pergaminy do torby. Popatrzyła na mnie.
-Idziesz czy może zamierzasz tu zostać? –zapytała. Wstałem i szybko opuściłem bibliotekę. Chciałem jak najszybciej znaleźć się jak najdalej stąd.
-Co masz taką minę? –spytała Ariadne. –Wiem, że robienie zadań jest męczące, ale bez przesady.
Nie odpowiedziałem. Po prostu szedłem w milczeniu.
-Właśnie, Draco, muszę ci coś powiedzieć. To bardzo ważne –zwróciła się do mnie Green. –Wczoraj…
Nie zdążyła dokończyć, bo nagle rozległ się głośny, przeraźliwy krzyk. Dochodził od strony schodów.
Szybko, wraz z brunetką, ruszyłem w tamtą stronę. Zastanawiało mnie co się stało. Kiedy znalazłem się przed schodami na szóstym piętrze wszystko stało się jasne. Stała tam Hermiona Granger. Miała szeroko otwarte oczy. Z przerażeniem wpatrywała się w ciało małej dziewczynki, leżące w kałuży krwi.
-Trzeba zawołać nauczycieli –powiedziałem. –Ariadne?
Popatrzyłem na Green, która pokiwała głową i ruszyła w stronę najbliższego gabinetu.
***
(Ariadne Green)
Biegłam w stronę sali od obrony przez czarną magią. Gabinet profesor Sanchey jest najbliżej. w moich oczach dało się dostrzec przerażenie, ale nie było one wywołane znalezieniem martwej dziewczynki. Przed oczami wciąż mam napis, który zobaczyłam na ścianie.

To jeszcze nie koniec

A.G.


Napisany krwią.
_______________________________

Witam wszystkich. Powiem wprost. Rozdział miałam dodać już wczoraj, ale zajęłam się czytaniem ksiązki Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2 Alternauci, która wyszła w środę, a dopiero wczoraj miałam możliwość ją kupić. Myślę, że jeden dzień nie robi wam większej różnicy.
Co do rozdziału. Pewnie część z was ma ochotę mnie zabić, za to, że Draco nie dowiedział się o tym, że Hermiona go kocha. Jednak błagam, wybaczcie mi to. Gdyby już się dowiedział byłby to koniec opowiadania. Najprawdopodobniej. Dlatego jest kolejne morderstwo.

Rozdział ten dedykuję Arvis i Zaczarowanej <3 . Mam nadzieję, że się wam podoba :)

Dziękuję za miłe komentarze oraz za to, że mój blog ma już ponad 2000 odsłon.

Pozdrawiam wszystkich czytelników.

sobota, 3 listopada 2012

ROZDZIAŁ 15

Mijały kolejne tygodnie, a ja coraz bardziej kochałam Freda. Martwiło mnie to i cieszyło jednocześnie. Z jednej strony jeśli pokocham Weasleya to zapomnę o Draconie, a z drugiej będę musiała przyzwyczaić się do nieustannego towarzystwa rudzielca i jego brata. W szkole najłatwiejszym sposobem gdy chcę pobyć sama jest pójście do biblioteki. Tak też zrobiłam i tym razem. Wyjęłam swoje Eliksiry dla Zaawansowanych i pochłonęłam się w lekturze. Po kilku minutach przyłapałam się na tym, że po raz kolejny czytam tą samą linijkę. Pewnie dlatego, że niektóre myśli nie dawały mi spokoju. A co jeśli naprawdę zakochałam się we Fredzie? Będziemy ze sobę, Ron znienawidzi mnie do końca. Potem wezmę ślub z Weasleyem i będziemy mieli trójkę rudowłosych dzieci… Zaraz. Co ja wygaduję? Jakie dzieci? Opanuj się, panno Granger, nie będziesz brała z nikim ślubu!
Zatrzasnęłam ze złością książkę i wepchnęłam ją do torby. Do biblioteki weszła Ginny. Popatrzyłam na przyjaciółkę. Od ponad miesiąca ją okłamywałam. Bardzo mi się to nie podobało. Podeszłam do jednego z regałów w poszukiwaniu książki o silnych truciznach. Ruda podeszła do mnie.
-Cześć Hermiono! Fred powiedział mi, że tu jesteś.
Uśmiechnęłam się do niej lekko. Ginny popatrzyła na mnie uważnie.
-Hermiono, co się z tobą dzieje? Jesteś z Fredem, a ciągle odnoszę wrażenie, że podoba ci się ktoś inny. Czy to prawda?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Popatrzyłam rudowłosej w oczy. Zobaczyłam w nich troskę, smutek i ciekawość. Westchnęłam cicho.
-Nic się nie dzieje. Wszystko w porządku –odpowiedziałam szybko, nie patrząc na dziewczynę. Znów to zrobiłam. Jestem tchórzem. Boję się powiedzieć o tym Ginny, boję się prawdy. Gryfona tylko popatrzyła na mnie.
-Znowu to robisz –powiedziała ze smutkiem w głosie.
-Niby co? –zapytałam, udając zdziwienie.
-Okłamujesz mnie –odparła Ginny. –I to nie pierwszy raz. A myślałam, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic, że mi ufasz.
Te słowa zabolały, ale była to cała prawda.
-Dobrze. Powiem. Ja… ja się chyba zakochałam.
Oczywiście nie było tu mowy o żadnym chyba. Wiedziałam to w stu procentach. Przyjaciółka popatrzyła na mnie.
-I… co dalej? Może powiesz kiedy to się stało?
-To zaczęło się w wakacje –powiedziałam niepewnie. –Wtedy zaczęłam myśleć… o nim.
Popatrzyłam na Ginny błagalnie.
-Nie powiesz tego nikomu? Nawet Fredowi? –spytałam ją.
-Nikomu.
-Obiecujesz?
-Tak.
Z trudem podjęłam się dalszego opowiadania.
-Potem zaczął się rok szkolny. W pociągu wpadłam na niego. Potem musiałam z nim siedzieć na lekcji. Z każdym dniem czułam, że podoba mi się coraz bardziej.
Gryfona popatrzyła na mnie.
-Zaczęło się wakacje? Niedobrze.
Zerknęła na mnie. Przez chwilę się wahała, ale zadała pytanie, którego tak się obawiałam.
-A kto to jest?
-Malfoy –mruknęłam niewyraźnie. Miałam nadzieję, że dziewczyna nie słyszała tego.
-Kto?
Wzięłam głęboki wdech. Prędzej czy później i tak się wyda.
-Malfoy –powiedziałam i zakryłam twarz dłońmi.
-C…co? –zapytała Ginny. W jej głosie dało się wyczuć szok. –CO?! Podoba ci się Malfoy?! –zapytała Ginny kładąc nacisk na ostatnie słowo.
-Ciszej –upomniałam ją.
-Ale serio… Malfoy? –spytała ponownie Ruda.
-Tak, MALFOY –odpowiedziałam twardo. Gryfona popatrzy lana mnie jakbym spadła z księżyca. Mrugała oczami i lekko otworzyła usta.
-Nie wierzę –powiedziała lekko kręcąc głową.
-To uwierz.
-Nie próbowałaś jakoś o tym zapomnieć? Nie wiem… zrobić coś?
-Próbowałam, próbowałam. Ale to nic nie daje. A wiesz co w tym jest najgorsze? –zapytałam ją. Stojąca przede mną dziewczyna gwałtownie pokręciła głową. –Najgorsze jest to, że według niego jestem tylko nic nie wartą szlamą.
Do oczu napłynęły mi łzy. Dlaczego takie rzeczy muszą się przytrafiać akurat mnie? Ginny objęła mnie. Położyłam głowę na jej ramieniu. Nie potrafiłam powstrzymać łez.
-Moja przyjaciółka zakochała się w Malfoyu –powiedziała z niedowierzaniem Gryfonka. Puściła mnie i popatrzyła prosto w oczy.
-Przynajmniej jest ładny.
Na te słowa uderzyłam ją lekko głowę. Ginny uśmiechnęła się szeroko. Przynajmniej przestałam płakać. Dobre i to.
***
(Ariadne Green)
-Gdzie idziesz? –zapytała Pansy, widząc, że opuszczam dormitorium.
-Do biblioteki –odpowiedziałam szybko. Nie czekałam na odpowiedź. Szybko wyszłam z lochów. Miałam dość wysłuchiwania opowieści o Malfoyu, a ostatnio Pansy nie mówiła o niczym innym. Czy ona naprawdę nie widzi, że go interesuje pewna brązowowłosa Gryfonka?
Poszłam do biblioteki. Tam na pewno nie spotkałabym Malfoya, którego również miałam dość. Nie jestem pewna czemu, ale to raczej przez te opowieści. Weszłam do biblioteki. Były tam tylko Hermiona Granger i Ginny Weasley. Trochę zazdroszczę im, że są tak dobrymi przyjaciółkami. Mogą sobie zaufać, można być pewnym, że druga nie wygada powierzonej jej tajemnicy. Rozumiały się bez słów. Nie gadały cały czas o sobie. Też chcę mieć kogoś takiego.
Podeszłam do regału. Po jego drugiej stronie stały Gryfonki. Szukając książki o smokach usłyszałam strzęp ich rozmowy.
-…oy –powiedziała Hermiona.
-C…co? –zapytała Ginny. W jej głosie dało się wyczuć szok. –CO?! Podoba ci się Malfoy?! –zapytała Ginny kładąc nacisk na ostatnie słowo.
-Ciszej –upomniała ją brązowowłosa.
-Ale serio… Malfoy? –spytała ponownie Ruda.
-Tak, MALFOY –odpowiedziała Hermiona twardo. Uśmiechnęłam się pod nosem i cicho wyszłam z biblioteki. Dziewczyny nie zwróciły na mnie uwagi. Szybkim krokiem poszłam do jednej z nieużywanych sal. Tam wybuchłam głośnym śmiechem. Byłam pewna, że Gryfonka myśli, że Malfoy uważa ją tylko za głupią szlamę, za to Dracon myślał, że według Granger jest tylko zapatrzonym w siebie idiotą. Tak, to bardzo mnie rozbawiło. Nie wiem czemu, może oszalałam?
Poszłam do salonu wspólnego Ślizgonów. Za kilka dni zamierzałam opowiedzieć blondynowi o podsłuchanej rozmowie. Draco się ucieszy.
____________________________

Niezbyt długi ten rozdział. Mam nadzieję, że wybaczycie :)
Chciałam was zaprosić na mojego nowego bloga o Huncwotach. Może się wam spodoba.
Pozdrawiam cieplutko
Hermiona