poniedziałek, 4 marca 2013

ROZDZIAŁ 25

Możecie mnie śmiało zadźgać, bo rozdział jest beznadziejny! Badziewie jakiego świat nie widział. Nie jestem z niego zadowolona, ale mam świadomość, że nic lepszego mi nie wyjdzie. Do tego przez trzy tygodnie nie było notki, za co strasznie przepraszam!
________________________________


Siedziałam na kanapie przed kominkiem w Pokoju Wspólnym Gryfonów. Wpatrywałam się tępo w ogień, czekając na powrót drużyny. Nie trwało to długo. Dziura pod portretem się otworzyła i do salonu weszli gracze. Ich miny zdradzały wściekłość, jaką musieli wtedy czuć.
Zacisnęłam usta. Bałam się powiedzieć cokolwiek. Zawsze uważałam, że quidditch to tylko gra i nie warto się tak nią przejmować, ale to tylko moja opinia.
Fred zajął miejsce koło mnie, na kanapie. Popatrzyłam na niego ze smutkiem. Tak liczył na wygraną. Objęłam chłopaka ramieniem i położyłam głowę na jego ramieniu. Myślami byłam daleko od Pokoju Wspólnego. Wspominałam końcówkę meczu. Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie dostrzegłam momentu, w którym Malfoy złapał znicza. Za to doskonale wiem, co wtedy czułam. Byłam szczęśliwa, widząc zadowolenie Dracona, jego uśmiech. Kiedyś jakby ktoś mi powiedział, że miłość i nienawiść dzieli tylko cienka linia, wyśmiałabym go. Teraz odczułam na własnej skórze jak niewiele trzeba by ją przekroczyć. Wiedziałam, że będę musiała zdobyć Malfoya. I tego dokonam.
Spojrzałam na Harry’ego. Siedział naprzeciwko mnie. Już na pierwszy rzut oka widać było jak bardzo jest załamany. Nagle chłopak złapał za stojącą obok książkę i rzucił nią na drugi koniec pomieszczenia. Wrzasnął przy tym ze wściekłości i ukrył twarz w dłoniach.
- Nie wierzę – powiedział. – Nie wierzę, że przegraliśmy. NIE MOGLIŚMY przegrać!
Nikt się nie odezwał. Niestety, była to prawda. Gryffindor przegrał w meczu ze Ślizgonami po raz pierwszy od kilku lat. Do tego klęska była druzgocąca.
Wstałam z kanapy.
- Może ja już pójdę – powiedziałam cichutko i poszłam do dziury pod portretem. Odprowadzana kilkoma spojrzeniami, opuściłam wieżę Gryfonów.
***
Dzień zapowiadał się cudownie. Czułem, że po wygranej z Gryfonami już nic nie zepsuje mi dobrego humoru. Z uśmiechem na twarzy wszedłem do swojego Pokoju Wspólnego. Tam, na fotelu przed stolikiem, siedziała Hermiona Granger. Gdy przekroczyłem próg pomieszczenia, uniosła głowę znad jakiejś książki i spojrzała na mnie.
- Gratuluję wygranej – powiedziała i lekko się uśmiechnęła. Stanąłem na środku pokoju, zszokowany. Jej zachowanie wydawało się być niewymuszone, jak najbardziej naturalne. Szybko się ocknąłem.
- Dzięki – rzuciłem niedbale i ruszyłem do swojego dormitorium. Padłem na łóżko i uśmiechnąłem szeroko do samego siebie.

Głośne pukanie do drzwi mojego pokoju wyrwało mnie z zamyślenia. Przed oczami widziałem samego siebie z pucharem quidditcha w ręce.
- Wejść – powiedziałem głośno. Drzwi się otworzyły i do dormitorium weszła Ariadne. Uśmiechała się szeroko.
- Cześć Smoku – powiedziała, nie kryjąc swojej wesołości. – Mam nadzieję, że jesteś gotowy na wieeeelką imprezę, bo jesteś zaproszony.
Zaśmiałem się pod nosem.
- Oczywiście, że jestem gotowy – odpowiedziałem bez wahania.
- No to lepiej wstawaj i chodź na śniadanie, bo ja tu z głodu umieram.
Wstałem z łóżka i wyszedłem z dormitorium. Wraz z Ariadne ruszyłem korytarzem w stronę Wielkiej Sali.
- Trzeba będzie załatwić trochę Ognistej – powiedziałem dziewczynie, która tylko uśmiechnęła się szeroko.
- Już o tym pomyślałam – oznajmiła mi. – Blaise ją załatwi.
Uniosłem brwi.
- Będziesz piła? – spytałem Green, nie kryjąc swojego zdumienia. Ariadne tylko prychnęła głośno i skrzyżowała ręce na piersi.
- To jak już się jest dziewczyną to pić nie można? – zapytała oburzona brunetka. – To, że jestem dziewczyną nie zabrania mi pić Ognistej.
Nie odpowiedziałem.
Otworzyłem wrota prowadzące do Wielkiej Sali. Gdy tylko wraz z Ariadne przekroczyłem próg, rozległy się głośne oklaski ze strony stoły Slytherinu. Uśmiechnąłem się szeroko, widząc zachwycone spojrzenia damskiej części domu Węża. Ariadne wykonała piękny ukłon. Złapała mnie za rękę i zaprowadziła do stołu. A raczej przeciągnęła przez salę siłą. Usiadłem koło Blaisa, który mocno walnął mnie dłonią w plecy.
- Stary, ten mecz był cudowny – zaczął od razu Zabini. – Ten zwód Wrońskiego…
Uśmiechnąłem się do przyjaciela.
- Poszło nam całkiem nieźle – powiedziałem, udając skromnego.
- Nieźle? – spytał Blaise. – NIEŹLE? To było tysiąc razy lepsze niż niezłe.
- Nie zapominaj kto trafił większość goli  - do rozmowy włączyła się Ariadne. Spojrzałem na nią pytająco.
- Niby kto? – spytałem. Dziewczyna tylko odwróciła głowę.
- To chyba oczywiste, że ja – oznajmiła urażonym tonem.  Zaśmiałem się pod nosem.
- Skromna jesteś – powiedziałem, a Green tylko uśmiechnęła się szeroko.
- To jedna z tych cech, które odziedziczyłam po rodzicach – odparła wesoło.

Nie mogłem się doczekać imprezy. Od dawna Slytherin nie miał okazji do świętowania, dlatego dzisiejszy wieczór miał być nadrobieniem poprzednich lat.
Stanąłem przed jedną ze ścian w lochach.
- Bractwo Węża – powiedziałem cicho. Zastanawiało mnie skąd biorą się pomysły na takie hasła. Wolałem jednak nie zaprzątać sobie głowy takimi rzeczami. Wkroczyłem do Pokoju Wspólnego Slytherinu. salon był oświetlony jedynie bladym, migotliwym blaskiem świec, przez co cały wystrój pomieszczenia, począwszy od metalowych zdobień w kształcie węży po najprawdziwsze ludzkie czaszki, sprawiał wrażenie o wiele bardziej mrocznego niż zwykle.
- Hej Draco – usłyszałem czyjś głos za swoimi plecami. Niechętnie odwróciłem się. W moją stronę kroczyła Pansy. Miała na sobie króciusieńką, obcisłą spódniczkę i równie opinającą jej ciało koszulkę bez ramiączek w odcieniu zieleni. Całość nie prezentowała się zachwycająco, zważając na jej tuszę.
- Cześć Pansy – mruknąłem niechętnie i szybkim krokiem podszedłem do, znajdującego się na drugim końcu pokoju, stołu. Byle być jak najdalej od tej wkurzającej dziewczyny. Niestety, Ślizgonka podążyła za mną.
- Cześć Smoku – usłyszałem czyjeś wołanie. Z ulgą wypisaną na twarzy odwróciłem się w stronę Ariadne i zamarłem. Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia. Brunetka miała na sobie zielone buty na bardzo wysokim obcasie i sukienkę. Jej góra była w tym samym kolorze co buty. Strój wiązany był na szyi, przez co odsłaniał całe plecy dziewczyny, a duży dekolt sięgał prawie do pępka. Sukienka kończyła się falbaniastą, krótką spódniczką w srebrnym kolorze. Jeśli kiedykolwiek wątpiłem w to, że Ariadne jest piękna, to teraz miałem dowód, że się myliłem. Długie, zgrabne nogi, wąska talia, pełne piersi, kasztanowe loki, hipnotyzujące, zielone oczy, pełne, malinowe usta. Po prostu chodzący seksapil.
Dziewczyna raźnym krokiem podeszła do mnie, nie zwracając uwagi na wszystkich facetów, którzy rozbierali ją wzrokiem.
- Przyszedłeś – powiedziała z uśmiechem.
- Miałbym ominąć taką okazję? – spytałem i pokręciłem z niedowierzaniem głową. – Nigdy w życiu.
Ariadne zaśmiała się cicho i wraz ze mną podeszła do Blaisa. Ślizgon wpatrywał się w Green tak samo jak reszta. Dziewczyna na szczęście albo nie zwróciła na to uwagi, albo udawała, że tego nie zauważyła.
Już po pierwszych piętnastu minutach połowa uczniów zdążyła się upić Ognistą Whiskey. Ze mną włącznie. Jednak wypiłem zaledwie jedną butelkę trunku i myślałem całkiem trzeźwo. Ktoś zaproponował grę w butelkę. Część imprezowiczów zgodziła się na to bez wahania. Zasady były proste. Jedna osoba kręci butelką. Ten kogo wskaże butelka, musi wykonać zadanie albo odpowiedzieć na pytanie kręcącego. Jeśli ktoś nie chciał tego zrobić, miał wielkiego pecha.
Zakręciłem butelką jako pierwszy. Wypadło na Ariadne.
- Pytanie czy zadanie? – spytałem ją.
- Pytanie – odpowiedziała ku mojemu rozczarowaniu dziewczyna. Przez chwilę nie wiedziałem o co ją zapytać.
- Kiedy pierwszy raz się upiłaś? – zapytałem w końcu. Green uśmiechnęła się szeroko.
- W moje jedenaste urodziny – odparła swobodnie. Pokiwałem głową z uznaniem. Dziewczyna pokręciła butelką. Padło na Zabiniego. Ariadne uśmiechnęła się do niego słodko.
- Pytanie czy zadanie?
- Pytanie.
Brunetka potarła dłonie o siebie.
- Z którą z obecnych tu dziewczyn byś się przespał? – spytała go Green, nie przestając się uśmiechać. Blaise zacisnął zęby. – Z którą? – Ariadne nie dała za wygraną. Zabini nadal milczał. Green popatrzyła na niego twardo. – Odpowiadasz czy nie?! – nie wytrzymała.
- Z tobą – powiedział Blaise przez zaciśnięte zęby. Ariadne popatrzyła mu prosto w oczy.
- Świetnie. Twoja kolej.
Kilka osób zachichotało, a ja uśmiechnąłem się wrednie. Coś czułem, że ta gra coraz bardziej mi się podoba. Pochyliłem się w stronę Green.
- Dlaczego o to zapytałaś? – spytałem cicho. Dziewczyna w odpowiedzi wzruszyła ramionami i napiła się Ognistej.
- Nie mam pojęcia – szepnęła.
Gra rozkręcała się bardzo szybko. Coraz więcej osób brało zadania. Dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy. Na przykład, że jedna z najładniejszych Ślizgonek, Julie, nigdy nie miała chłopaka, że jeden z chłopaków kocha się w nauczycielce Obrony Przed Czarną Magią i że wielu Ślizgonom podoba się Hermiona Granger. Akurat te ostatnie informacje mnie denerwowały. Jednak najdziwniejsze było jedno z pytań. Rudowłosa dziewczyna, Annie, wylosowała Ariadne.
- Czy kiedykolwiek próbowałaś się zabić? – tak brzmiało zadane Green pytanie.
- Tak – odparła brunetka. Wtedy w Pokoju Wspólnym zapanowała pełna napięcia cisza. Nikt nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Po chwili wszyscy zdążyli zapomnieć o tym fakcie.
Kiedy Ariadne znów została wskazana przez główkę butelki, na wszelki wypadek wzięła zadanie. Domyśliłem się, że nie miała zamiaru odpowiadać na pytania dotyczące jej próby samobójczej.
- A więc – zaczęła Serafina, niebieskooka szatynka – masz pocałować Dracona Malfoya.
Zamarłem. Zresztą Green również. Po chwili jednak brunetka podniosła się z podłogi. Niechętnie zrobiłem to samo. Kątem oka zerknąłem na Blaisa, który pochłaniał kolejną butelkę Ognistej Whiskey. Ariadne zbliżyła się do mnie.
- Podejdź – powiedziała cicho, stanowczym tonem. Pokręciłem przecząco głową.
- Nie ma mowy – odparłem.
- To tylko gra.
Nie dałem się przekonać. Ariadne tylko przewróciła oczami i westchnęła głośno. Nagle złapała mnie za szyję i przyciągnęła do siebie. Musiałem przyznać, że całować potrafiła. Na szczęście szybko mnie puściła. Szybko zajęła swoje miejsce i zakręciła butelką. Teraz padło na Serafinę. Dziewczyna wybrała zadanie, a Green uśmiechnęła się na to wrednie.
- Masz pocałować Nathaniela – powiedziała, na co szatynka zamarła. Kilka osób zaśmiało się. Przybiłem piątkę Ariadne, która z rozbawieniem przyglądała się Serafinie. Dziewczyna patrzyła na wyznaczonego chłopaka z obrzydzeniem. Nic dziwnego. Cała twarz Nathaniela pokryta była trądzikiem. Już sam ten fakt był odstraszający. Serafina jeszcze mruknęła:
- Zemszczę się.
Bawiłem się coraz lepiej. Pewnie duży wkład w to miała Ognista Whiskey, której wypiłem dużo. Coraz mniej kontaktowałem z otoczeniem, jak wszyscy zresztą. Potem nie wiem co się działo. W mojej pamięci była jedynie wielka czarna dziura.

Obudziłem się wcześnie rano. Bolały mnie plecy i kark. Po chwili wiedziałem dlaczego. Leżałem na podłodze, oparty o kanapę. Spojrzałem na zegarek. Miałem pół godziny do początku śniadania. Przekląłem pod nosem i zerwałem się z podłogi. W Pokoju Wspólnym, na ziemi leżały też inne osoby. Przynajmniej nie byłem jedyny.
Wyszedłem z domu Slytherinu i poszedłem na piąte piętro. Idąc, prawie zataczałem  koła. Miałem wrażenie, że głowa mi odpadnie. Mocne pulsowanie w skroniach nie dawało mi spokoju. Kidy znalazłem się w swoim Pokoju Wspólnym, odetchnąłem w ulgą. Szybko się przebrałem i ruszyłem do Wielkiej Sali. W jadalni, przy stole Ślizgonów, siedziało mnóstwo uczniów znajdujących się w takim samym stanie co ja. Jak nie gorszym.
Usiadłem i wlepiłem wzrok w mój talerz. Nie miałem ochoty na jedzenie, za to niemal od razu złapałem za puchar z sokiem dyniowym.
- Cześć Smoku – przywitał mnie Blaise, siadając obok. Od razu zauważyłem, że też ma kaca. Chyba tak samo jak wszyscy inni Ślizgoni. W Wielkiej Sali było teraz pełno uczniów domu Węża, zataczających koła i trzymających się za głowy.
- Cześć chłopaki – usłyszałem czyjś głos. Naprzeciwko mnie usiadła Ariadne. Chyba też nie czuła się zbyt dobrze. Dziewczyna rozejrzała się po Sali.- Czy tylko mi się zdaje, że wszyscy się na nas gapią? – spytała. Faktycznie. Głowy wszystkich uczniów zwrócone były w naszą stronę. W tłumie dostrzegłem Granger, która wpatrywała się we mnie z nienawiścią.
- Ciekawe czemu? – zapytałem sam siebie.
- Naprawdę nie wiecie?
Z zaskoczeniem spojrzałem na Pansy. Dopiero teraz ją zauważyłem. Ślizgonka o twarzy mopsa z nienawiścią patrzyła na Ariadne.
- Niby Czemy? – spytała Green, nie zwracając uwagi na złość przyjaciółki.
- W końcu jesteście najseksowniejszą para Hogwartu – odparła mopsica, a Ariadne tylko ukryła twarz w dłoniach.
- Super.