czwartek, 25 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 26



Otworzyłem szeroko oczy ze zdziwienia. Myślałem, że się przesłyszałem.
- C…co? – wydukałem. Nikt mi nie odpowiedział.  Przez chwilę zastanawiałem się co zrobić.
- Cholera – mruknąłem. Spojrzałem na siedzącą na przeciwko mnie brunetkę. Ariadne wstała i przeskoczyła, dobra, przesadziłem, bardziej przeszła stół (tak, mnie też to zszokowało). Dziewczyna stanęła koło mnie.
- Przyjdę potem do ciebie – powiedziała cicho, pochylając się nade mną. Czułem na sobie jej ciepły oddech. – Już chyba mam pomysł jak wykorzystać obecną sytuację.
Odwróciłem głowę w jej stronę. Z tak małej odległości doskonale widziałem jej zielone oczy.
- Potem ci powiem – uprzedziła pytanie Ariadne. – Zobaczymy się później – dodała już na głos i odeszła, zostawiając mnie z mętlikiem w głowie. Wzruszyłem ramionami i dokończyłem śniadanie. Postanowiłem się nie przejmować słowami Green. Bo w końcu kto zrozumie kobiety.
***
Obudziłam się w miarę wcześnie, na ziemi. Od twardej podłogi bolały mnie wszystkie kości. Powoli wstałam i spojrzałam na łóżko. Wyglądało tak jakby przeszło przez nie tornado. Westchnęłam głośno i machnęłam ręką. Nie miałam siły tego uporządkować. Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki. W wielkim lustrze ujrzałam swoją twarz. Miałam cienie pod oczami, a na głowie istne siano jasnobrązowych włosów. Wyglądałam paskudnie.
Westchnęłam głęboko i z uporem zaczęłam rozczesywać niesforne włosy, pasemko po pasemku. Kiedy już się z tym uporałam, zabrałam się za mycie. Potem zrobiłam sobie lekki makijaż, aby zamaskować cienie pod oczami. Nie chciałam wyglądać na niewyspaną, chociaż tak właśnie było. Szybko ubrałam się w szkolne szaty i wyszłam z łazienki, mocno ziewając. Szybkim krokiem zeszłam do Wielkiej Sali, już wypełnionej uczniami mimo tak wczesnej pory. Od razu skierowałam się w stronę stołu Gryfonów. Usiadłam koło Ginny, która w zamyśleniu wpatrywała się w jakiś punkt w sali.
- Cześć Ginny – odezwałam się głośno, aby zwrócić jej uwagę. Dziewczyna potrząsnęła lekko głową i spojrzała na mnie nie do końca przytomnym wzrokiem.
- Hej – odpowiedziała tylko cicho. Spojrzałam na nią z uwagą.
- Na co się tak patrzyłaś? – zapytałam wprost. Ruda poczerwieniała na twarzy, co tylko zwiększyło moją ciekawość.
- Na nic – bąknęła jeszcze ciszej i jeszcze raz na coś zerknęła. Mój wzrok powędrował za jej spojrzeniem, ale zanim dostrzegłam to coś na co się patrzyła, drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się i stanął w nich Draco Malfoy… oczywiście z Ariadne Green. W tym momencie poczułam nienawiść do tej brązowowłosej piękności. Jednak coś całkiem innego przykuło moją uwagę. Gdy tylko ta dwójka weszła do sali, wokoło rozległy się szepty.
Spojrzałam na siedzące najbliżej dwie szóstoklasistki.
- On chyba naprawdę z nią chodzi – usłyszałam szept jednej, pełen żalu. Miała ona proste blond włosy opadające na ramiona, zgrabny nosek i jasne, szare oczy. Druga była pospolitej urody. Szatynka z zielonoszarymi oczami i lekkim garbem na nosie. Obie miały twarze wymalowane różnymi kosmetykami.
- Szkoda – potwierdziła tamta. – A już myślałam, że zwróciłam na siebie jego uwagę.
Zmarszczyłam brwi. Nie do końca wiedziałam o kim mówią. Miałam pewne przypuszczenia, ale…
- Hej, Miona – powiedział do mnie Fred i pocałował mnie w policzek. Uśmiechnęłam się do niego. Stał oczywiście koło drugiego z bliźniaków, równie rudego i równie radosnego co pierwszy.
Zanim zdążyli coś powiedzieć, do stołu podbiegł ktoś jeszcze.
- Hej, Hermiono!
Głos Parvati rozległ się tuż obok mojego ucha. Dziewczyna usiadła obok mnie. Zdawała się nie zwracać uwagi na Freda i Georgea.
- Słyszałyście? – spytała niezrozumiale, spoglądając to na mnie, to na Ginny.
- Co? – zapytała Ruda.
- Podobno Draco Malfoy chodzi z Ariadne Green! – powiedziała Parvati w miarę głośno.
- Co?
To zdanie wypowiedział George, z wyraźnym oburzeniem w głosie, ale ja nie zwróciłam za bardzo na niego uwagi. Ta wiadomość uderzyła mnie mocno. Coś naprawdę zaczęło mnie boleć, ręce zaczęły niebezpiecznie drżeć. Szybko spojrzałam w stronę stołu Ślizgonów. Green właśnie stała obok Malfoya i pochylała się nad nim, coś szepcząc mu do ucha. Zacisnęłam dłonie w pięści. Miałam ochotę rozerwać Ariadne na strzępy. Szybko się opanowałam. Kątem oka zerknęłam na Georgea. Od razu było widać, że ta sytuacja jemu również nie przypadła do gustu. Ciekawe cze… No tak, Ariadne. Zastanawiało mnie jak to jest, że uroda wystarczy aby kogoś w sobie rozkochać. Zawsze mi się wydawało, że osobowość jest ważniejsza. Sama nie jesteś lepsza – pomyślałam ze smutkiem. Zakochałam się, tak, mogę już to powiedzieć, zakochałam się w Draconie Malfoyu, moim największym wrogu, który od ponad sześciu lat wyzywał mnie od szlam i całej reszty.
Nim się obejrzałam, zerwałam się z ławki.
- Muszę coś sprawdzić – powiedziałam do Ginny. – W bibliotece.
Gdy tylko skończyłam mówić, pognałam w stronę wyjścia z Wielkiej Sali, tak jakby gonił mnie sam Lord Voldemort. Gdy tylko znalazłam się na korytarzu, do oczu zaczęły mi napływać łzy. Z największym trudem powstrzymałam je przed spłynięciem po policzkach. Głupia – skarciłam samą siebie w myślach. Przecież to Draco Malfoy – powtarzałam sobie – Draco MALFOY! Zwykła świnia i twój największy wróg! Przecież go nienawidzisz – nadaremno próbowałam przekonać samą siebie. ale jak na złość coś nadal mnie bolało, łzy spływały po policzkach i nie potrafiłam ich powstrzymać. Jesteś głupia, Granger – powiedział jakiś cichy głosik w mojej głowie. Nie miałam siły się z nim sprzeczać.
Wpadłam do biblioteki i zaszyłam się pomiędzy regałami. Jak się spodziewałam, pierwsza znalazła mnie Ginny.
- Hermiono – powiedziała cicho. Uśmiechnęłam się blado i wierzchem dłoni otarłam łzy.
- Nic się nie stało – powiedziałam szybko. To nie przekonało mojej przyjaciółki.
- O czym chciałaś porozmawiać? – spytała cicho. Westchnęłam. Co miałam jej powiedzieć? Że już nie daję rady? Że nie mogę przestać o nim myśleć? Że nie chcę niczego do niego czuć?
- Myślisz, że to jest prawda? – spytałam, zamiast wyznać jej co czuję. – Myślisz, że on naprawdę chodzi z Ariadne?
Ginny milczała. Zastanawiała się nad odpowiedzią, to jasne.
- Myślę – zaczęła – obawiam się, że tak. Wszystko na to wskazuje. Przecież od jakiegoś czasu są prawie nierozłączni, prawda?
Westchnęłam jeszcze głośniej. Nie wierzyłam Ginny, nie chciałam jej wierzyć. próbowałam przekonać samą siebie, że jest inaczej i że Malfoy wcale nie jest z Ariadne. Nie potrafię okłamywać – stwierdziłam z goryczą. – nawet samej siebie.
- Ginny – odezwałam się cichutko. – Na kogo patrzyłaś się dziś rano?
Nie mogłam się powstrzymać. Musiałam o to zapytać.
Ruda znowu poczerwieniała.
- Na nikogo – odparła szybko, za szybko. Spojrzałam na nią i uniosłam lekko brwi.
- Naprawdę?
Tym razem to Ginny wydała lekkie westchnienie.
- No dobra – przyznała – patrzyłam na niego.
- Jakiego niego?
Spiorunowała mnie wzrokiem.
- Nie ważne – odparła tylko, ale ja nie zamierzałam się poddać.
- Ginny – spojrzałam na nią błagalnie. – Ja ci powiedziałam, teraz ty mi powiedz.
Cisza. Cisza dzwoniąca w uszach.
- No dobra.
Słowa Ginny zabrzmiały w tej ciszy jak wystrzał armatnii. Ruda wzięła głęboki wdech.
- Bo… on i tak ma inną – zaczęła. – Nie wiem czy z nią chodzi, nie, na pewno z nią nie chodzi, bo ona chodzi z innym, ale… I tak nie zauważa świata poza nią. I… – przyjaciółka urwała. Ukryła twarz w dłoniach. – Widziałam jak na nią patrzy – powiedziała zduszonym głosem. – Mnie nawet nie zauważa. Zresztą uważa mnie za zdrajczynię krwi, więc to i tak by nic nie zmieniło – Ginny umilkła, a ja zaczęłam analizować jej słowa. Ruda po chwili wytrzeszczyła oczy ze strachu, bo chyba się zorientowała co powiedziała. A ja już kwalifikowałam kolejne osoby.
- To Ślizgon, prawda? – spytałam w końcu. Ona tylko bezradnie pokiwała głową.
- Blaise Zabini – wyszeptała.
___________________________________________


Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Za wszystko przepraszam, ale wena mnie opuściła. Wiem, że rozdział krótki, ale następny będzie dłuższy, bo zrobię przeniesienie w czasie do grudnia. Mam nadzieję, że przynajmniej ten rozdział was nie zawiódł, bo mnie trochę.