niedziela, 20 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 22


Obudziłam się w środku nocy. Na początku nic nie mogłam dostrzec, dopiero po chwili mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Wyjrzałam przez okno. Na czarnym i gładkim jak aksamit niebie połyskiwały złote gwiazdy. Półkolisty księżyc świecił jasno, otaczając wszystko swoim tajemniczym blaskiem.
Wstałam z łóżka i poszłam do Pokoju Wspólnego napić się czegoś. Wzięłam szklankę i nalałam do niej bezbarwnego płynu. Usiadłam na kanapie i popijałam wodę małymi łyczkami. Puste naczynie odłożyłam na stół. Przypomniał mi się mój sen. Był w nim Malfoy, ale nie był już taki wredny i niedostępny. Szybko potrząsnęłam głową, chcąc odpędzić te myśli. Zamiast tego zapatrzyłam się w ceglany kominek. Z jego wnętrza wylatywały iskry. Czułam żar pochodzący od pomarańczowych płomieni, układających się w przeróżne kształty. Drgnęłam gwałtownie gdy języki ognia utworzyły coś co wyglądało jak twarz Dracona. Poczułam jak robi mi się słabo.
Gwałtownie wstałam i prawie na oślep podeszłam do drzwi. Pchnęłam je, a zimne powietrze uderzyło mnie w twarz. Czarne plamy przed oczami powoli znikły. Odetchnęłam z ulgą i rozejrzałam dookoła. Na szczęście nigdzie nie było widać Filtcha ani pani Noris. Postanowiłam skorzystać z okazji i się przejść. Ruszyłam ciemnym korytarzem w stronę Wieży Astronomicznej. Jednak puste obrazy wcale nie dodawały otuchy. Wręcz przeciwnie. Przez nie zamek sprawiał wrażenie takiego opuszczonego. Cała atmosfera Hogwartu w nocy była otoczona straszliwą tajemnicą, taką, której nikt nie chciałby poznać. Zwykle przyjaźnie wyglądające czarne zbroje wyglądały, jakby były gotowe się na mnie rzucić. Słabe światło księżyca tylko pogarszało sprawę. W pewnym momencie zobaczyłam za sobą jakiś wyblakły cień. Poczułam jak moje ciało wstrząsają dreszcze. Przyspieszyłam. Odgłos moich kroków stał się głośny jak wystrzały z armaty. Wśród ciszy jaka panowała w zamku, były doskonale słyszalne. Miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Nic więc dziwnego, że gdy ujrzałam schody do wieży, rzuciłam się do nich i pędem wbiegłam na samą górę. Kiedy orzeźwiające, nocne powietrze owinęło moją twarz, poczułam wielką ulgę. Czasem musiałam patrolować w nocy korytarze, ale zawsze był ktoś ze mną. Jeszcze nigdy nie chodziłam sama po Hogwarcie w środku nocy.
Podeszłam do balustrady i oparłam się o nią łokciami. Popatrzyłam na gładką taflę jeziora, w której odbijało się światło księżyca. Było mi wstyd, że spanikowałam. Tym bardziej, że jestem Gryfonką. A przecież mieszkańcy Domu Lwa wykazują się odwagą. Nie zasługuję, aby się tam znajdować. Westchnęłam głośno i spojrzałam na księżyc. Był taki piękny…
Czyjeś kroki na schodach wyrwały mnie z rozmyślań. Szybko się odwróciłam, kiedy na wieży stanął… Blaise Zabini.
-A myślałem, że tylko ja tu przychodzę –powiedział chłopak cicho i uśmiechnął się. Przyjrzał mi się uważnie. Zacisnęłam zęby. Miałam na sobie króciutką koszulkę nocną, która nie sięgała nawet do połowy ud. Próbowałam ją dyskretnie naciągnąć, ale mi to nie wychodziło. Zabini zbliżył się do mnie.
-Czego chcesz? –zapytałam go opryskliwie. Zaklinałam się w myślach, za to, że nie zabrałam ze sobą różdżki.
-Przewietrzyć się, Granger –odpowiedział Ślizgon ze spokojem, tak, jakby nie zauważył groźnej nuty w moim głosie. Podszedł tylko do barierki i oparł się o nią. Na wszelki wypadek lekko się od niego oddaliłam. Niestety, chłopak to zauważył. Zaśmiał się cicho pod nosem.
-Boisz się mnie Granger? –spytał tylko.
-Nie –odparłam twardo. Kłamałam, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nie mogłam okazać słabości przed swoim wrogiem.
Zabini uśmiechnął się szeroko. Odwrócił się w moją stronę. Podszedł do mnie, a ja cofnęłam się o krok. Kiedy poczułam za plecami balustradę, instynktownie spojrzałam za siebie. gdy znowu popatrzyłam w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Blaise, drgnęłam. Twarz Zabiniego od mojej dzieliły centymetry.
-Naprawdę się mnie nie boisz? –spytał Ślizgon. Poczułam jak łapie mnie w talii.
-Nie dotykaj mnie! –warknęłam trochę za głośno. Chłopak zatkał mi dłonią usta i przez chwilę nasłuchiwał. Nic nie usłyszał, ja zresztą też nie.
-Będę cię obserwował –powiedział, patrząc mi w oczy. –Pamiętaj o tym, Granger.
To mówiąc, puścił mnie i zszedł z Wieży Astronomicznej. Złapałam dłońmi balustradę i odchyliłam głowę w tył. Zamknęłam oczy. Dlaczego takie rzeczy muszą spotykać akurat mnie?
***
Dzień mijał mi w miarę spokojnie. Na lekcjach nauczyciele nie zwracali na mnie uwagi. Kilka razy podczas transmutacji przyłapałem się na tym, jak obserwowałem Ariadne i jednego z Weasleyów. Z ulgą odnotowałem dźwięk dzwonka. Udałem się do Wielkiej Sali. Od razu spojrzałem na sufit. Widać na nim było białe, puszyste chmury, zasłaniające słońce. Westchnąłem cicho. Miałem nadzieję, że ta pogoda utrzyma się przez najbliższe swa dni, bo właśnie wtedy odbędzie się mecz quidditcha. Slytherin kontra Gryffindor. W tym roku to my zwyciężymy.
Usiadłem przy stole. na widok tych wszystkich potraw, aż zaburczało mi w brzuchu. Szybko nałożyłem sobie kurczaka i ziemniaki i zacząłem jeść. Po chwili dosiadł się do mnie Zabini.
-Gdzie Ariadne? –zapytał Blaise, przeszukując wzrokiem wszystkie stoły w sali. Wzruszyłem tylko ramionami.
-Nie mam pojęcia –odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Ze spokojem wróciłem do jedzenia. Pomyślałem o nieobecności Green na obiedzie. To zastanawiające. Ona zawsze pojawiała się na posiłkach jako jedna z pierwszych. Nie dane mi było dłużej się nad tym zastanawiać, bo do Wielkiej Sali weszła mała, brązowowłosa osóbka. Towarzyszył jej wysoki, rudzielec. Jak zwykle zresztą. Obserwowałem ją, kiedy przechodziła przez pomieszczenie. Gdy usiadła przy stole Gryffindoru, spojrzała prosto na mnie. Szybko jednak opuściła głowę, uroczo się przy tym rumieniąc. Powróciłem do jedzenia.
-No gdzie ona jest? –zapytał zniecierpliwiony Blaise, gdy na stołach pojawił się deser. Chyba mówił o Ariadne. Dopiero teraz zauważyłem, że nadal nie ma dziewczyny. A przecież sama kiedyś mówiła,  że nie wyobraża sobie dnia bez tarty z malinami, którą podają tylko po obiedzie. To było naprawdę dziwne. Popatrzyłem na stół Gryffindoru, ale nie mogłem doszukać się drugiego z bliźniaków. Podejrzewałem co to oznacza.
Po obiedzie, wraz z Blaisem ruszyłem do Pokoju Wspólnego Slyherinu. Weszliśmy do środka przez przejście ukryte w ścianie. Rozejrzałem się po wnętrzu z uśmiechem. Zielone fotele i kanapy, czaszki na czarnych regałach, pełnych zakurzonych ksiąg. Zielone światło sączące się przez okna. Uśmiechnąłem się szeroko i usiadłem na jednej z kanap, naprzeciwko wygaszonego, ceglanego kominka i przyczepionym do niego proporczykiem Slytherinu. Kiedyś zawsze tu siadałem. Wtedy najczęściej towarzyszyli mi Crabbe i Goyle, ale Vincent już nie żyje, a Gregory cały czas dostaje szlabany za nieodrabianie prac domowych. Zresztą nie podobało mu się zbytnio to, że bardziej zaprzyjaźniłem się z Blaisem niż z nim.
Zabini usiadł naprzeciwko mnie i zaczął bawić się jakąś szklaną kulką. Toczył ją po stole, w te i we w te. W tym samym momencie drzwi do Pokoju Wspólnego otworzyły się i stanęła w nich nie kto inny jak Ariadne Green. Miała szeroki uśmiech, a w lewej dłoni trzymała jakąś fiolkę. Podbiegła do mnie i zamachała nią.
-Ptaszek wszystko wyśpiewał –powiedziała radośnie.
-O co chodzi? –zapytał Zabini. Szybko wyjaśniłem.
-Ariadne wyciągnęła informacje od Georgea Weasleya na temat ich taktyki w quidditchu.
Blaise tylko uniósł brwi ze zdziwienia. Sięgnąłem po fiolkę, znajdującą się w dłoni Ariadne. Był w niej jakiś biały, płyn. Wspomnienie. Jednak Green szybko cofnęła dłoń.
-O nie. Moich wspomnień nie będziesz oglądać –powiedziała szybko.
-A to dlaczego? –zapytałem z czystej ciekawości. Dziewczyna tylko uśmiechnęła się tajemniczo.
-Wolisz nie wiedzieć. Mogę ci opowiedzieć jak wygląda ich taktyka.
Spojrzałem na nią wyczekująco i kiwnąłem głową na znak, że może kontynuować.
-Oni po…
Dziewczyna nie dokończyła, bo Blaise podszedł do niej i wyrwał jej fiolkę. Reakcja była natychmiastowa. Zabini oddalił się na bezpieczną odległość, a Green powoli się do niego odwróciła.
-Blaise!!! –wrzasnęła na całe gardło i przeszła nad stolikiem. Zbliżyła się do chłopaka i popatrzyła na przedmiot w jego dłoni.
-Oddaj mi to –powiedziała drżącym głosem. Brunet tylko się uśmiechnął i pokręcił przecząco głową.
-Nie.
-ODDAWAJ TO NATYCHMIAST!!!
Ariadne podeszła do chłopaka. Zobaczyłem szeroki uśmiech na twarzy Blaisea. Green wyrwała fiolkę z jego ręki i popatrzyła na niego ze złością. Obserwowałem ich z widocznym rozbawieniem. Było całkiem fajnie dopóki Ariadne nie weszła do swojego dormitorium, bez wcześniejszego objaśnienia taktyki Gryfonów.
-Świetnie –mruknąłem cicho.
______________________________


Uwaga! Od dzisiaj notki będą się pojawiać co dwa tygodnie!

Pozdrawiam wszystkich!

czwartek, 17 stycznia 2013

Liebster Awards

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Dostałam nominację od Liley

Pytania jekie mi zadano:

1. Ulubiony zespół?
Linkin Park (ostatnio)
2. Co byś zmienił/a w świecie?
Wiele rzeczy, a przede wszystkim chciałabym zapobiec wojnom
3. Grasz w totolotka?
Czasami ;P
4. Ulubione miejsce wakacyjne?
Morze
5. Co cię najbardziej denerwuje?
Nauczyciele, którzy nie są fair
6. Wierzysz w horoskopy?
Nie
7. Jaką piosenką zagraniczną najbardziej lubisz?
Od dzisiaj Kelly Clarkson "Because of you"
8. Lubisz buszować po sklepach z odzieżą?
Oczywiście
9. Na jakim filmie byłeś/aś ostatnio w kinie?
Na Hobbicie <3
10. Chciałbyś/aś wydać kiedyś książkę?
Tak, zaczęłam pisać jedną
11. Twoja najbardziej irytująca ksywka z dzieciństwa?
Nie do końca z dzieciństwa, ale "Alaska". Nie pytajcie dlaczego


Zostałam również nominowana przez Hermione

Pytania jakie mi zadała:

1. Ulubiona piosenka?
Jak pisałam wcześniej Kelly Clarkson "Because of you"
2. Najlepszy film?
Hobbit i Władca Pierścieni!
3. Truskawki czy maliny?
Truskawki
4. Najlepszy aktor?
Jonny Deep
5. Masz zwierzątko?
Nie :(
6. Kolor włosów?
Wszyscy twierdzą, że ciemny blond.
7. Jeansy czy rurki?
Rurki!
8. Jakie języki znasz?
Angielski, hiszpański... polski ;P
9. Ile masz książek?
Mnóstwo!!!
10. Ulubione zajęcie?
Nurkowanie
11. Twoje motto?
"Gdy ci smutno, gdy ci źle
Idź do kuchni, nażryj się"


Kogo nominuję:
1. Pansy
2. Freddie
3. ethelien
4. Darllena
5. Alex Okupska
6. Sole
7. Juleczka
8. Rupcia
9. Zaczarowana <3
10. aksamel
11. Weasleyowa


Moje pytania:
1. Ulubiony film?
2. Z kogo bierzesz przykład w pisaniu?
3. Leciałaś/eś kiedyś samolotem?
4. Gdzie chciałabyś/ałbyś pojechać na wakacje?
5. Pracujesz już?
6. Jesteś wysoka/ki?
7. Lubisz jeść słodycze?
8. Ulubiona bajka z dzieciństwa?
9. Znasz francuski? 9kocham ten język)
10. Jakie sporty lubisz?
11. Piszesz lub planujesz napisać jakąś książkę?


Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

niedziela, 13 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 21

Przepraszam, że tak długo mnie nie było! Próbowałam coś napisać, ale nic mi nie wychodziło. W końcu powstało to... coś. Na pewno ten rozdział nie wynagradza mojej długiej nieobecności, ale nie potrafiłam wymyśleć nic lepszego.
______________________________

Popatrzyłem na Ariadne z szeroko otwartymi oczami.
-Jaką taktykę? –zapytałem lekko skołowany. O co jej chodzi?
-Jak to jaką? –Green popatrzyła na mnie tak jakbym był opóźniony w rozwoju. Westchnęła i szybko wytłumaczyła. –O taktykę w quidditchu –powiedziała szeptem. –Od początku roku próbuję się dowiedzieć czegoś o sposobie ich grania.
-To dlatego gadasz z Weasleyem? –spytałem nieco zbyt głośno. Ariadne syknęła ostrzegawczo.
-Cicho bądź! –upomniała mnie i rozejrzała się dookoła. –Tak, gadam z nim właśnie dlatego.
-A nie mogłaś wybrać sobie kogoś lepszego? –zapytałem, a w moim głosie słychać było złość.
-A co, zazdrosny jesteś?
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i spojrzała mi w oczy. Ja zazdrosny?! Czułem wielką ochotę walnąć Ariadne w tą jej śliczną twarz. Na wszelki wypadek nic nie powiedziałem, tylko spojrzałem na nią morderczo.
-Wytłumacz mi, dlaczego Weasley? –spytałem, kiedy już się opanowałem.
-A może dlatego –zaczęła słodziutkim głosem Ariadne –że reszta albo jest zajęta, albo to skończeni IDIOCI! –wrzasnęła, a na korytarzu zapadła cisza. Wszyscy uczniowie spojrzeli na nią ze zdziwieniem, nic nie mówiąc. Ja również milczałem. Zresztą nie miałem pojęcia co powiedzieć. Dziewczyna miała rację. Wieprzel buja się w Granger tak samo jak jego braciszek, Thomas jest idiotą i zarywa do Wiewióry, która jest za to z Głupotterem.
-Ruda już nie jest z Potterem –powiedziała Green ze złośliwym uśmiechem. –Już nie.
Zmrużyłem oczy.
-Jak ci się to udało? –spytałem ją. Ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła.
-No wiesz, podsłuchałam jej rozmowę z Granger. Mówiła kiedy umawia się z Potterem. W tym czasie złapałam go i zaczęłam przyjaźnie rozmawiać. Kiedy chciał pójść, skutecznie go zatrzymałam. Ponieważ nie przyszedł na randkę, Wiewióra się na niego obraziła. Teraz nie chce z nim gadać. A jak się dowie, że się ze mną całował, to chyba ich drużyna nie zagra już tak dobrze.
-A serio to zrobiłaś? –spytałem, marszcząc się z obrzydzenia.
-W pewnym sensie. Ale nic innego nie wpadło mi wtedy do głowy. Inaczej by sobie poszedł. Następnego dnia troszkę się załamał, kiedy powiedziałam mu, że go nawet nie lubię. Ale cóż, przeżył to jakoś.
-Ale jak to rozpowiesz, to niektórzy ci raczej nie uwierzą –powiedziałem zgodnie z prawdą.
-Jak myślisz, komu uwierzy męska część Hogwartu? Mnie czy Potterowi?
Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Wiesz, że teraz nawet nie żałuję, że jesteś w drużynie?
Green wybuchła głośnym śmiechem. Nagle zamilkła.
-Nikomu o tym nie powiesz.
-To nie było pytanie –odpowiedziałem szybko. Ariadne zdawała się tego nie słyszeć.
-Masz o tym nikomu nie mówić, jasne?!
-Dobra –mruknąłem. Jakoś nie miałem ochoty narażać się brunetce.
-A czy… -zacząłem.
-Nie –przerwała mi Ariadne. –Nie możesz powiedzieć o tym Blaisowi.
Poczułem się tak jakby czytała mi w myślach.
-Dlaczego? –spytałem zdezorientowany.
-A to dlatego, że nikt nie ma wiedzieć o tym planie. NIKT! Zrozumiałeś?
-Ale on przecież myśli, że…
-Nie obchodzi mnie co on sobie myśli. Mam to w dupie. Jakby naprawdę mu na mnie zależało, to by mnie zaprosił na randkę, a nie!
To mówiąc, Ariadne ruszyła do lochów, do pokoju wspólnego Slytherinu, a ja niechętnie powlokłem się na piąte piętro.
***
Siedziałam w wieży Gryffindoru, na jednym z foteli przed kominkiem. Nade mną stał Fred. Rozmawialiśmy sobie na różne tematy. Od dawna mi tego brakowało. Siedzenia z przyjaciółmi, miłych rozmów niekoniecznie o szkole. Szczerze mówiąc, odkąd Malfoy trafił do mojej głowy, zaniedbywałam przyjaciół. Rzadko rozmawiałam z Ginny i Harrym, wyjątkiem były posiłki. I czasem lekcje. Odkąd zerwałam z Ronem, nie odzywałam się do niego słowem. Ginny czasem wspominała, że chłopak chce odbudować naszą przyjaźń, ale ja uparcie twierdziłam, że nie możemy się przyjaźnić, skoro on wciąż mnie kocha. Wszystko się posypało kiedy Weasley się dowiedział, że chodzę z Fredem. Harry’emu też niezbyt to odpowiadało. Lubi bliźniaków, ale Ron jest jego przyjacielem. Dlatego wolałam mu nie wspominać, że podoba mi się jego arcywróg, Draco Malfoy.
 Przez poprzednie sześć lat zawsze znajdowałam czas aby porozmawiać z przyjaciółmi, pomóc zrobić im zadania domowe. Teraz wszystko się zmieniło. Teraz nie mieszkam już w wieży Gryffindoru, ale na piątym piętrze, dzieląc pokój wspólny z Draconem Malfoyem. Z tym przystojnym Ślizgonem, który od jakiegoś czasu w ogóle nie zwraca na mnie uwagi. Nawet się ze mnie nie śmieje. Nic. Czuje się w jego towarzystwie jak powietrze, a to boli. „Głupia, przecież jesteś z Fredem” –upomniałam się w myślach. Tylko, że w Malfoyu jest coś co mnie pociąga, coś czego Weasley nie ma, czego nie ma żaden inny facet. Coś co sprawia, że szaleją na jego punkcie prawie wszystkie dziewczyny w Hogwarcie. Nie jest to sprawka tylko i wyłącznie jego urody.
-Hermiono, pomocy –usłyszałam głos Ginny. Dziewczyna ślęczała nad jakąś książką. W jednej ręce miała pióro, a drugiej kawałek czystego pergaminu.
-Miono, ja już nie rozumiem co w końcu robi ten Kamień Księżycowy. Błagam, wspomóż przyjaciółkę w potrzebie.
Uśmiechnęłam się, słysząc tak poważnie brzmiące słowa w ustach Weasleyówny. Wstałam i podeszłam do niej.
-Och, daj mi to –to mówiąc, wyrwałam pergamin i pióro z jej rąk. Zamoczyłam końcówkę w atramencie i zaczęłam pisać.
Kamień Księżycowy to…
-Dzięki, Hermiono –powiedziała z wdzięcznością Ginny.
-Hej Miono –usłyszałam znajomy głos nad swoją głową. Poczułam, jak siedząca obok mnie, rudowłosa dziewczyna sztywnieje.
-Cześć Harry –odpowiedziałam, nawet nie unosząc wzroku znad pergaminu. Ginny tylko mruknęła coś niezrozumiale. Potter tylko spojrzał na nią smutno i bez słowa odszedł. Kiedy znikł w swoim dormitorium, spytałam Ginny:
-Nadal mu nie wybaczyłaś?
Rudowłosa tylko skinęła głową.
-On naprawdę żałuje, że nie przyszedł.
Nadal cisza.
-Harry cię kocha –powiedziałam w końcu. Ale nie usłyszałam niczego z ust przyjaciółki. Zaniepokojona tym milczeniem, znowu się odezwałam.
-Ginny, czy ty mnie w ogóle słuchasz? Przecież Harry mówił mi, że cię kocha!
-No i co z tego?! –wybuchła nagle Ruda. –I co z tego, że mnie kocha, jak ja już tej jego miłości nie potrzebuję!
Popatrzyłam na nią zdumiona. Jeszcze niedawno dałaby wszystko, żeby usłyszeć z ust czarnowłosego te dwa słowa: Kocham cię. A dzisiaj już tak nie jest.
-A zresztą i tak wpadł mi w oko ktoś inny.
Podniosłam głowę i spojrzałam na nią uważnie.
-Kto? –spytałam ostrożnie.
-Aaa… taki jeden –odparła wymijająco Ginny. Nie zamierzałam tak łatwo dać za wygraną.
-A kto konkretnie?
-To i tak nie ma znaczenia.
-Dlaczego?
Popatrzyłam na przyjaciółkę ze zdziwieniem.
-Bo nasz związek i tak nie ma szans zaistnieć.
Przygryzłam dolną wargę i powróciłam do pisania. Kiedy skończyła, wyjęłam różdżkę i mruknęłam:
-Marginio
Staranne pismo zmieniło się w bardziej artystyczne, należące do Ginny.
-Co to za zaklęcie? –spytała Ruda.
-Zmienia wygląd pisma na należący do wybranej osoby –wytłumaczyłam szybko.
-To takie zaklęcie w ogóle istnieje? –usłyszałam głos za plecami.
-Tak Ronaldzie, istnieje –powiedziałam chłodno. –I wiesz, że nieładnie tak podsłuchiwać?
Na twarz Rona wstąpiły szkarłatne rumieńce. Odwróciłam się do Ginny.
-Która godzina? –spytałam ją.
-Pięć po osiemnastej.
Zamarłam.
-CO?!
Zerwałam się i podbiegłam do portretu Grubej Damy.
-Gdzie ty idziesz? –zawołała Ruda.
-O osiemnastej miałam dawać korepetycje Malfoyowi –odkrzyknęłam i rzuciłam się biegiem przez korytarze.
***
Siedziałem na kanapie w pokoju wspólnym i czekałem. Tik tak, tik tak. Sekundy mijały. Tik tak, tik tak. Już trzy minuty po osiemnastej. Gdzie ona jest? Pewnie siedzi sobie w swojej wieży i całuje się z tym idiotą, Weasleyem. Jej ukochanym chłopakiem. Tik tak, tik tak. Pięć minut po osiemnastej. Moja noga zaczęła niebezpiecznie podrygiwać. Stuk, stuk, tik tak. No ile mogę na nią czekać? Na tą… szlamę. Sam nie jestem pewien co mam o niej myśleć. Jest uzdolniona, inteligentna. Co z tego, że ma krew mugoli? Zresztą, ostatnio ogląda się za nią wielu chłopaków, również ze Slytherinu. Przez czas od naszego spotkania w Malfoy Menore bardzo się zmieniła. Chyba na lepsze. Spojrzałem na zegar. Było już dziesięć minut po osiemnastej. Gdzie ona jest?! W tym momencie drzwi się otworzyły. Stanęła w nich Hermiona Granger. Jej włosy były rozwiane, oddech przyspieszony tak jakby dopiero co biegła. Może tak właśnie było. Dziewczyna ubrana była w luźną koszulkę z napisem Today is my lucky Day. Czarne rurki wydłużały jej zgrabne nogi.
Szybko odwróciłem wzrok i spojrzałem na zegar.
-Spóźniłaś się –powiedziałem cicho. Hermina tylko rzuciła torbę na podłogę i usiadła naprzeciwko mnie. Wyjęła różdżkę i oparła się łokciami o drewniany, ciemny blat.
-I co z tego? –spytała obojętnie. Nachyliłem się nad stołem tak, że nasze nosy prawie się stykały.
-A to –powiedziałem cicho swoim uwodzicielskim tonem –że raczej nie chcesz mi się narazić.
Patrzyłem prosto w jej piękne, orzechowe oczy.
-Wyjmij różdżkę –powiedziała stanowczo Granger, odsuwając się ode mnie. Posłusznie wykonałem jej rozkaz. –Spróbuj zmienić tę książkę w… arę.
Spojrzałem na nią zbity z tropu.
-Że co?
Dziewczyna przewróciła oczami. Wzięła kawałek pergaminu i stuknęła w niego różdżką. Na papierze pojawił się rysunek kolorowej… papugi.
-To nie mogłaś od raz powiedzieć, że mam ją zmienić w papugę? –spytałem z rezygnacją. Dziewczyna uśmiechnęła się tylko nieco złośliwie i nic nie powiedziała. Skierowałem koniec różdżki w opasły tom i mruknąłem formułę zaklęcia.
Książka zmieniła się w papugę, która zamiast skrzydeł miała dwie okładki! Widząc to, Granger wybuchła głośnym śmiechem. Zacisnąłem zęby. Denerwował mnie fakt, że ze mnie się śmieje.
Popatrzyłem na dziewczynę spode łba. Granger tylko złapała się za brzuch, próbując się uspokoić. Kiedy jej się to udało, kazała mi spróbować jeszcze kilka razy. Na szczęście poszło mi o wiele lepiej.
-Dobra, na dzisiaj to koniec –stwierdziła po godzinnej pracy. –Jutro powtórzysz teorię, więc lepiej się przygotuj.
Tylko kiwnąłem głową na znak zgody.
-Czyli spotykamy się o osiemnastej –powiedziałem, a Hermiona przytaknęła. Odwróciła się z zamiarem odejścia, ale złapałem ją za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie. –Tylko tym razem się nie spóźnij –szepnąłem i poszedłem do swojego dormitorium.
***
Stałam na środku pokoju wspólnego, a w głowie miałam mętlik. Wpatrywałam się w miejsce w którym zniknął Dracon. Słyszałam jak serce wciąż łomocze mi w piersi. Nadal czułamna sobie jego słodki oddech, wciąż widziałam jego stalowoszare oczy. Nie mogłam pozbyć się obrazu jego twarzy. Dlaczego on mi to robi? Dlaczego stara się namieszać mi w głowie? Dlaczego wybrał mnie, zwykłą szlamę, a nie jakąś Ślizgonkę? Co on chce mi zrobić? Nie mogę dać się wykorzystać.
Weszłam do swojego dormitorium i rzuciłam się na łóżko. Popatrzyłam na czerwone ściany. W całym pokoju nie mogłam doszukać się zieleni czy srebra. Nic dziwnego, Gryffindor i Slytherin to odwieczni wrogowie i nic tego nie zmieni. Dlatego nie mogę być z Malfoyem. Nikt by tego nie zaakceptował. Straciłabym przyjaciół.
Dlaczego ja? Draco czemu robisz to właśnie mnie? I w co ty grasz Malfoy?
_________________________________

Jak wam się podoba nowy szablon? Bo mi bardzo :D