niedziela, 20 stycznia 2013

ROZDZIAŁ 22


Obudziłam się w środku nocy. Na początku nic nie mogłam dostrzec, dopiero po chwili mój wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Wyjrzałam przez okno. Na czarnym i gładkim jak aksamit niebie połyskiwały złote gwiazdy. Półkolisty księżyc świecił jasno, otaczając wszystko swoim tajemniczym blaskiem.
Wstałam z łóżka i poszłam do Pokoju Wspólnego napić się czegoś. Wzięłam szklankę i nalałam do niej bezbarwnego płynu. Usiadłam na kanapie i popijałam wodę małymi łyczkami. Puste naczynie odłożyłam na stół. Przypomniał mi się mój sen. Był w nim Malfoy, ale nie był już taki wredny i niedostępny. Szybko potrząsnęłam głową, chcąc odpędzić te myśli. Zamiast tego zapatrzyłam się w ceglany kominek. Z jego wnętrza wylatywały iskry. Czułam żar pochodzący od pomarańczowych płomieni, układających się w przeróżne kształty. Drgnęłam gwałtownie gdy języki ognia utworzyły coś co wyglądało jak twarz Dracona. Poczułam jak robi mi się słabo.
Gwałtownie wstałam i prawie na oślep podeszłam do drzwi. Pchnęłam je, a zimne powietrze uderzyło mnie w twarz. Czarne plamy przed oczami powoli znikły. Odetchnęłam z ulgą i rozejrzałam dookoła. Na szczęście nigdzie nie było widać Filtcha ani pani Noris. Postanowiłam skorzystać z okazji i się przejść. Ruszyłam ciemnym korytarzem w stronę Wieży Astronomicznej. Jednak puste obrazy wcale nie dodawały otuchy. Wręcz przeciwnie. Przez nie zamek sprawiał wrażenie takiego opuszczonego. Cała atmosfera Hogwartu w nocy była otoczona straszliwą tajemnicą, taką, której nikt nie chciałby poznać. Zwykle przyjaźnie wyglądające czarne zbroje wyglądały, jakby były gotowe się na mnie rzucić. Słabe światło księżyca tylko pogarszało sprawę. W pewnym momencie zobaczyłam za sobą jakiś wyblakły cień. Poczułam jak moje ciało wstrząsają dreszcze. Przyspieszyłam. Odgłos moich kroków stał się głośny jak wystrzały z armaty. Wśród ciszy jaka panowała w zamku, były doskonale słyszalne. Miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Nic więc dziwnego, że gdy ujrzałam schody do wieży, rzuciłam się do nich i pędem wbiegłam na samą górę. Kiedy orzeźwiające, nocne powietrze owinęło moją twarz, poczułam wielką ulgę. Czasem musiałam patrolować w nocy korytarze, ale zawsze był ktoś ze mną. Jeszcze nigdy nie chodziłam sama po Hogwarcie w środku nocy.
Podeszłam do balustrady i oparłam się o nią łokciami. Popatrzyłam na gładką taflę jeziora, w której odbijało się światło księżyca. Było mi wstyd, że spanikowałam. Tym bardziej, że jestem Gryfonką. A przecież mieszkańcy Domu Lwa wykazują się odwagą. Nie zasługuję, aby się tam znajdować. Westchnęłam głośno i spojrzałam na księżyc. Był taki piękny…
Czyjeś kroki na schodach wyrwały mnie z rozmyślań. Szybko się odwróciłam, kiedy na wieży stanął… Blaise Zabini.
-A myślałem, że tylko ja tu przychodzę –powiedział chłopak cicho i uśmiechnął się. Przyjrzał mi się uważnie. Zacisnęłam zęby. Miałam na sobie króciutką koszulkę nocną, która nie sięgała nawet do połowy ud. Próbowałam ją dyskretnie naciągnąć, ale mi to nie wychodziło. Zabini zbliżył się do mnie.
-Czego chcesz? –zapytałam go opryskliwie. Zaklinałam się w myślach, za to, że nie zabrałam ze sobą różdżki.
-Przewietrzyć się, Granger –odpowiedział Ślizgon ze spokojem, tak, jakby nie zauważył groźnej nuty w moim głosie. Podszedł tylko do barierki i oparł się o nią. Na wszelki wypadek lekko się od niego oddaliłam. Niestety, chłopak to zauważył. Zaśmiał się cicho pod nosem.
-Boisz się mnie Granger? –spytał tylko.
-Nie –odparłam twardo. Kłamałam, ale nie dałam tego po sobie poznać. Nie mogłam okazać słabości przed swoim wrogiem.
Zabini uśmiechnął się szeroko. Odwrócił się w moją stronę. Podszedł do mnie, a ja cofnęłam się o krok. Kiedy poczułam za plecami balustradę, instynktownie spojrzałam za siebie. gdy znowu popatrzyłam w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał Blaise, drgnęłam. Twarz Zabiniego od mojej dzieliły centymetry.
-Naprawdę się mnie nie boisz? –spytał Ślizgon. Poczułam jak łapie mnie w talii.
-Nie dotykaj mnie! –warknęłam trochę za głośno. Chłopak zatkał mi dłonią usta i przez chwilę nasłuchiwał. Nic nie usłyszał, ja zresztą też nie.
-Będę cię obserwował –powiedział, patrząc mi w oczy. –Pamiętaj o tym, Granger.
To mówiąc, puścił mnie i zszedł z Wieży Astronomicznej. Złapałam dłońmi balustradę i odchyliłam głowę w tył. Zamknęłam oczy. Dlaczego takie rzeczy muszą spotykać akurat mnie?
***
Dzień mijał mi w miarę spokojnie. Na lekcjach nauczyciele nie zwracali na mnie uwagi. Kilka razy podczas transmutacji przyłapałem się na tym, jak obserwowałem Ariadne i jednego z Weasleyów. Z ulgą odnotowałem dźwięk dzwonka. Udałem się do Wielkiej Sali. Od razu spojrzałem na sufit. Widać na nim było białe, puszyste chmury, zasłaniające słońce. Westchnąłem cicho. Miałem nadzieję, że ta pogoda utrzyma się przez najbliższe swa dni, bo właśnie wtedy odbędzie się mecz quidditcha. Slytherin kontra Gryffindor. W tym roku to my zwyciężymy.
Usiadłem przy stole. na widok tych wszystkich potraw, aż zaburczało mi w brzuchu. Szybko nałożyłem sobie kurczaka i ziemniaki i zacząłem jeść. Po chwili dosiadł się do mnie Zabini.
-Gdzie Ariadne? –zapytał Blaise, przeszukując wzrokiem wszystkie stoły w sali. Wzruszyłem tylko ramionami.
-Nie mam pojęcia –odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Ze spokojem wróciłem do jedzenia. Pomyślałem o nieobecności Green na obiedzie. To zastanawiające. Ona zawsze pojawiała się na posiłkach jako jedna z pierwszych. Nie dane mi było dłużej się nad tym zastanawiać, bo do Wielkiej Sali weszła mała, brązowowłosa osóbka. Towarzyszył jej wysoki, rudzielec. Jak zwykle zresztą. Obserwowałem ją, kiedy przechodziła przez pomieszczenie. Gdy usiadła przy stole Gryffindoru, spojrzała prosto na mnie. Szybko jednak opuściła głowę, uroczo się przy tym rumieniąc. Powróciłem do jedzenia.
-No gdzie ona jest? –zapytał zniecierpliwiony Blaise, gdy na stołach pojawił się deser. Chyba mówił o Ariadne. Dopiero teraz zauważyłem, że nadal nie ma dziewczyny. A przecież sama kiedyś mówiła,  że nie wyobraża sobie dnia bez tarty z malinami, którą podają tylko po obiedzie. To było naprawdę dziwne. Popatrzyłem na stół Gryffindoru, ale nie mogłem doszukać się drugiego z bliźniaków. Podejrzewałem co to oznacza.
Po obiedzie, wraz z Blaisem ruszyłem do Pokoju Wspólnego Slyherinu. Weszliśmy do środka przez przejście ukryte w ścianie. Rozejrzałem się po wnętrzu z uśmiechem. Zielone fotele i kanapy, czaszki na czarnych regałach, pełnych zakurzonych ksiąg. Zielone światło sączące się przez okna. Uśmiechnąłem się szeroko i usiadłem na jednej z kanap, naprzeciwko wygaszonego, ceglanego kominka i przyczepionym do niego proporczykiem Slytherinu. Kiedyś zawsze tu siadałem. Wtedy najczęściej towarzyszyli mi Crabbe i Goyle, ale Vincent już nie żyje, a Gregory cały czas dostaje szlabany za nieodrabianie prac domowych. Zresztą nie podobało mu się zbytnio to, że bardziej zaprzyjaźniłem się z Blaisem niż z nim.
Zabini usiadł naprzeciwko mnie i zaczął bawić się jakąś szklaną kulką. Toczył ją po stole, w te i we w te. W tym samym momencie drzwi do Pokoju Wspólnego otworzyły się i stanęła w nich nie kto inny jak Ariadne Green. Miała szeroki uśmiech, a w lewej dłoni trzymała jakąś fiolkę. Podbiegła do mnie i zamachała nią.
-Ptaszek wszystko wyśpiewał –powiedziała radośnie.
-O co chodzi? –zapytał Zabini. Szybko wyjaśniłem.
-Ariadne wyciągnęła informacje od Georgea Weasleya na temat ich taktyki w quidditchu.
Blaise tylko uniósł brwi ze zdziwienia. Sięgnąłem po fiolkę, znajdującą się w dłoni Ariadne. Był w niej jakiś biały, płyn. Wspomnienie. Jednak Green szybko cofnęła dłoń.
-O nie. Moich wspomnień nie będziesz oglądać –powiedziała szybko.
-A to dlaczego? –zapytałem z czystej ciekawości. Dziewczyna tylko uśmiechnęła się tajemniczo.
-Wolisz nie wiedzieć. Mogę ci opowiedzieć jak wygląda ich taktyka.
Spojrzałem na nią wyczekująco i kiwnąłem głową na znak, że może kontynuować.
-Oni po…
Dziewczyna nie dokończyła, bo Blaise podszedł do niej i wyrwał jej fiolkę. Reakcja była natychmiastowa. Zabini oddalił się na bezpieczną odległość, a Green powoli się do niego odwróciła.
-Blaise!!! –wrzasnęła na całe gardło i przeszła nad stolikiem. Zbliżyła się do chłopaka i popatrzyła na przedmiot w jego dłoni.
-Oddaj mi to –powiedziała drżącym głosem. Brunet tylko się uśmiechnął i pokręcił przecząco głową.
-Nie.
-ODDAWAJ TO NATYCHMIAST!!!
Ariadne podeszła do chłopaka. Zobaczyłem szeroki uśmiech na twarzy Blaisea. Green wyrwała fiolkę z jego ręki i popatrzyła na niego ze złością. Obserwowałem ich z widocznym rozbawieniem. Było całkiem fajnie dopóki Ariadne nie weszła do swojego dormitorium, bez wcześniejszego objaśnienia taktyki Gryfonów.
-Świetnie –mruknąłem cicho.
______________________________


Uwaga! Od dzisiaj notki będą się pojawiać co dwa tygodnie!

Pozdrawiam wszystkich!

14 komentarzy:

  1. Łaaaaa....mroczna scena z Hermioną była naprawdę boska! Chcę więcej <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle bosko, ale cos krotkawo. Zabini to poootwor. co on robi tej wiem-to-wszystko... a malfoy by ruszyl dupe w troki i sie do niej pozalecal -,- Pozdrawial i zycze weny, Alex

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się co do malfoya, dobrze gadasz ;) _sam sexxx

      Usuń
  3. Zgadzam się z Alex! Ale notki będą często! :D Mo i ten opis na początku - cudeńko <3

    http://harrymione-diary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. http://sevmione-love.blogspot.com/
    nowy ;>
    zapraszam ;>

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie 12 rozdział! Zapraszam! :D

    http://harrymione-diary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam serdecznie.
    Z przykrościom informuję, że ocenialnia Ocenowo zakańcza swoją działalność. Niestety ocena twojego bloga nie zostanie opublikowana.
    Za wszelkie trudności przepraszamy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hey, mam trochę takie nietypowe pytanie. Otóż jakiś czas temu natknęłam się na pewne dramione i chciałabym to znaleźć i przeczytać ale nie wiem nawet jak się ten blog nazywał :(. Wtedy rzuciłam tylko na to opowiadanie okiem, zbytnio się w nie nie wczytywałam, ale było tam o tym, że był czyjś ślub i Draco był drużbą a Hermiona druhną. No i po ceremonii Hermiona poszła się przejść do lasu a Draco poszedł z nią i ona była przez to na niego zła. I się kłócili. Aha, i Draco jeszcze nawreszczał za coś na skrzata domowego. Tylko tyle pamiętam. Jesli ktoś z was zna tego bloga, bardzo proszę o linka. :))

    OdpowiedzUsuń
  8. świetne! :D piękny nagłówek.
    od soboty prowadzę bloga o bieberze i grace (it-is-only-bad-feeling.blogspot.com), mam nadzieję, że choć trochę przeczytasz, oczywiście jeżeli nie lubisz tego typu opowiadań - nie zmuszam.
    Natalia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo fajna notka :D Zresztą jak zwykle... :p Pozdrówka i zapraszma do mnie na nową notkę

    OdpowiedzUsuń
  10. Na twoje opowiadanie trafiłam przypadkiem. Przeczytałam całe i uważam że jest świetne ;* Zapraszam na mojego bloga http://aga260213.blogspot.com/. Dopiero zaczynam więc, proszę o wyrozumiałość i mam nadzieję że ci się spodoba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mi się podoba ten rozdział :) I ta scena z Hermioną.. super :) I dziękuję za długi komentarz u mnie :) Odpisałam na niego u siebie więc tu się nie będę rozpisywać ^^ Pozdrawiam, dzisiaj dodam nową notkę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Co ten Blaide chce od Hermiony ? Jestem po raz pierwszy na twoim blogu więc nie do końca wiem o co chodzi ale na pewno wszystko nadrobię. Masz naprawdę fajny szablon, robi wrażenie ;) Dodaję do czytanych i czekam na następną notkę !
    magia-to-potega.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. okej, ale ty również mnie informuj o nowych notkach u Ciebie ;)

    magia-to-potega

    OdpowiedzUsuń