czwartek, 13 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 20

Przepraszam za opóźnienie, ale nie miałam zbytnio czasu i możliwości do napisania tego.
_____________________________

Kiedy tylko transmutacja się skończyła, pospiesznie opuściłam klasę. Wręcz z niej wybiegłam.
-Hermiono! –usłyszałam za sobą czyjś krzyk. Odwróciłam się, a pierwsze co zobaczyłam to ruda czupryna.
-Hermiono, czego od ciebie chciał Malfoy? Wtedy na lekcji? –spytał Fred, patrząc na mnie. Na jego twarzy widać było zazdrość. Przez chwilę milczałam, nie wiedząc czy powiedzieć mu prawdę czy też skłamać. W końcu zdecydowałam się na to drugą opcję.
-Wkurzyć mnie chciał –powiedziałam wzburzonym głosem, udają, że powstrzymuję się od wybuchu. –I mu się cholera udało!
To ostatnie zdanie wykrzyczałam na cały korytarz. Udawałam zezłoszczoną i chyba całkiem nieźle mi to szło. Fred tylko na mnie spojrzał swoimi zielonymi oczami. Po chwili podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Wierzę ci –powiedział z ufnością, a ja poczułam wstyd, że go okłamuję. Tylko zacisnęłam zęby. Nie chciałam, żeby niepotrzebnie się denerwował.
-Przyjdziesz dzisiaj na mój trening? –spytał Fred po chwili milczenia.
-Przyjdę –odparłam z rezygnacją. Na twarzy rudzielca pojawił się piękny, łobuzerski uśmiech. Z radością go odwzajemniłam. Przynajmniej jest szczęśliwy. Chociaż to jedno.
Chłopak nagle przyciągnął mnie do siebie i pocałował w usta. Przez chwilę trwałam tak, a nic wokół mnie się nie liczyło. Byłam tylko ja i Fred. Czułam na sobie dotyk jego miękkich ust, jego dłoń we swoich włosach. Mogłabym tak trwać i trwać, ale delikatnie się odsunęłam od rudzielca.
-Za chwilę zacznie się obrona przed czarną magią –powiedziałam do chłopaka. –Musimy iść –uśmiechnęłam się do Weasleya smutno. Ten wziął mnie za rękę i spojrzał w moje orzechowe oczy.
-No to chodźmy –powiedział i pociągnął mnie w stronę sali.
Lekcja zaczęła się w miarę normalnie. Profesorka wpuściła nas do sali, a sama stanęła przy biurku.
-Dziś zajmiemy się najgorszymi dziedzinami czarnej magii. Wielu znakomitych czarodziejów od wieków zadawało sobie jedno i to samo pytanie. Jak osiągnąć nieśmiertelność?
Nauczycielka rozejrzała się po sali. Uczniowie zaczęli nagle słuchać jej słów z wielką uwagą.
-Macie może jakieś propozycje? –spytała z zachęcającym uśmiechem. Moja ręka wystrzeliła w górę z zadziwiającą szybkością, ale Sanchez to zignorowała. Zdąrzyła się przyzwyczaić, że znam opowiedź na każde pytanie nauczycielki.
-Tak panno Patil?
-Kamień filozoficzny –odpowiedziała Parvati bez wahania. Nauczycielka uśmiechnęła się do niej.
-Bardzo dobrze. Kamień filozoficzny. W całej znanej nam historii tylko Nicolasowi Flamelowi udało się go stworzyć, ale i tak został on zniszczony ponad sześć lat temu. Inne pomysły?
Zobaczyłam, że Harry niepewnie podniósł dłoń. To właśnie jego wskazała Sanchez do odpowiedzi mimo, że moja ręka już od dawna sterczała w górze.
-Insygnia Śmierci –powiedział Harry. Myślałam, że powie coś innego, poda inną nazwę, ale się myliłam.
-Dobrze panie Potter, ale tutaj wchodzimy tylko w strefę domysłów i wyobrażeń. Osobiście jestem  zdania, że te przedmioty istnieją, ale nie jestem pewna czy naprawdę dają nieśmiertelność. Może jeszcze jakieś pomysły?
Znowu podniosłam rękę.
-Daj sobie spokój, Granger –usłyszałam lodowaty głos z boku. –I tak cię nie zapyta.
-Zamknij się, Malfoy.
Ale jakby na potwierdzenie jego słów Sanchez powiedziała:
-Tak panno Green?
-Horkruksy –odpowiedziała wywołana. Otworzyłam szerzej oczy. Nie spodziewałam się tego po Ariadne, no i nie sądziłam, że jeszcze jacyś uczniowie wiedzą o tym. W końcu jest to temat ZAKAZANY.
-Dokładnie. Horkruksy. Czekałam aż ktoś to powie. I to właśnie jest tematem naszej dzisiejszej lekcji. A więc, panno Green, na pewno wiesz co to są horkruksy –zwróciła się do niej nauczycielka.
-Oczywiście –odparła bez wahania Ariadne. –Horkruksy to…
-Przepraszam bardzo –przerwałam nieśmiało wypowiedź dziewczyny. –Ale czy horkruksy nie  są tematem ZAKAZANYM? –spytałam, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
-Ależ oczywiście panno Granger –Sanchez  potwierdziła moje słowa. –Ale czasy się zmieniły i profesor McGonagall stwierdziła, że powinniście posiadać przynajmniej podstawową wiedzę na ich temat. Proszę kontynuować –to ostatnie było skierowane oczywiście do Ariadne.
-Horkruksy to przedmioty w których, za pomocą zaklęcia, została ukryta cząstka duszy czarodzieja. Dopóki taki przedmiot istnieje, nie można zabić danej osoby do której ta cząstka duszy należy. Takie horkruksy nie jest łatwo zniszczyć. Działają na nie wyjątkowo rzadkie trucizny jak, chociażby, jad bazyliszka czy kobry wegańskiej. Istnieją też zaklęcia za pomocą których można zniszczyć horkruksa. Jednym z tych zaklęć jest Szatańska Pożoga i Całun Śmierci.
-Bardzo dobrze panno Green. Slytherin dostaje dwadzieścia punktów.
Zacisnęłam ręce ze złości. To ja chciałam zdobyć te punkty. Kątem oka zauważyłam, że George patrzy się na Green z uśmiechem, a Ariadne go odwzajemnia. Zacisnęłam tylko usta i przeniosłam wzrok na nauczycielkę.
-Co powinniście wiedzieć o horkruksach? Że są one bardzo NIEBEZPIECZNE. Kiedy jakaś osoba zbliża się do takiego przedmiotu, może on czerpać z niej energię, wysysać życie z danej istoty, a samemu stawać się silniejszym, a nawet stworzyc własne ciało. Nie chodzi tu o kontakt fizyczny –powiedziała szybko Sanchez, widząc jak niektórzy otwierają usta. –Tu chodzi o kontakt duchowy. Jeśli w dany przedmiot przelejemy nasze słabości, nasze wspomnienia, to może on przejąć kontrolę nad naszym umysłem. Cząstka duszy żyjąca w przedmiocie będzie nami kierowała, opęta nasz umysł. Lord Voldemort używał horkruksów i jako jedyny stworzył ich aż osiem. Jeden przypadkowo. Liczę je łącznie z kawałkiem w jego ciele, tak dla ścisłości.
Słuchałam tej wypowiedzi tylko z przyzwyczajenia. Wszystko to wiedziała doskonale.
-A jakie przedmioty były horkruksami Voldemorta? –spytała bliżej nieokreślona osoba.
-Myślę, że z tym pytaniem śmiało możecie kierować się do pana Harry’ego Pottera, Ronalda Weasleya i panny Hermiony Granger.
Twarze wszystkich uczniów zwróciły się w naszą stronę.
-Ale mogę wam to powiedzieć. O szczegóły dopytacie się na przerwie, nie teraz –powiedziała nauczycielka, słysząc szepty. –Horkruksami Lorda Voldemorta był stary dziennik, jego wąż, Nagini, pierścień jego dziadka, Marvola Gnauta, złota czarka Helgi Huffelpuff, naszyjnik Salazara Slytherina, zaginiony diadem Roveny Ravenclow i… Harry Potter.
Ostatnie słowa wywołały istny harmider. Rozpoczęły się żywe dyskusje na ten temat, ale Sanchez skutecznie wszystkich uciszyła.

Był wieczór, a ja leżałam na łóżku w swoim dormitorium i myślałam. O czym? O całym dzisiejszym dniu. O treningu quidditcha, o Fredzie wspaniale latającym na miotle i z niesamowitą siłą odbijającym tłuczki. O naszym dzisiejszym pocałunku. Jednak najbardziej zastanawiało mnie zdanie, które wypowiedział Malfoy. „Jesteś całkiem niezła jak na szlamę”. O co mu chodziło? O to, że świetnie czaruję? A może o wygląd? Nie, to jakiś absurd. Malfoy na pewno nie miał na myśli wyglądu. Ale im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym większe mnie ogarniały wątpliwości. Bo jeśli jednak chciał powiedzieć, że jestem ładna? Granger, opanuj się, to przecież Draco Malfoy, on nigdy nie myśli o tobie miło! Z jednym wyjątkiem.
Wzdycham i wywracam oczami. Coraz bardziej przypominam te wszystkie idiotki co tylko myślą o wyglądzie i latają za chłopakami. Ale mimo wszystko jednego jestem pewna. Draco Malfoy po raz pierwszy w życiu powiedział mi komplement.
***
Kiedy tylko lekcja się skończyła, Granger wyleciała z sali transmutacji jakby ją ktoś gonił. Uśmiechnąłem się tylko pod nosem. Nie trudno było zauważyć, że coś, albo ktoś, wyprowadził dziewczynę z równowagi. A najlepsze w tym wszystkim było to, że tym kimś byłem właśnie ja, Draco Malfoy.
-Smoku, wiesz co się stało naszej drogiej szlamie? –spytał mnie Zabini zaraz po lekcji.
-Skąd ja mam niby to wiedzieć? –zapytałem go, udając zdziwienie.
-No wiesz –zaczął Ślizgon z uśmiechem. –Widziałem waszą rozmowę.
Popatrzyłem na niego z rozbawieniem.
-Nie no, Blaise, nie myślisz chyba, że mi się podoba ta głupia szlama? –spytałem go, chociaż sam nie byłem do końca pewny odpowiedzi. Przynajmniej sobie wmawiałem, że tak nie jest.
-Wcale nie mówiłem, że ci się podoba –odparł szybko chłopak i uniósł dłonie w geście obrony. –Tylko, że Granger coś się zmieniła ostatnie. Wyładniała i zaczęła się normalniej ubierać. Aż sam zwróciłem na to uwagę.
W duchu przyznałem rację Zabiniemu. Sam wiele razy myślałem o zmianach jakie zaszły w Gryfonce. Nie tylko tych zewnętrznych, ale również zmianach w psychice. Nagle z tej wiecznie kogoś upominającej i ciągle narzekającej pani prefekt, stała się normalną w miarę wyluzowaną dziewczyną. Było to tak zadziwiające, że nie było opcji nie zauważyć tych zmian. A co do wyglądu. Hermiona Granger po prostu dojrzała.
Wraz z Zabinim skręciliśmy w korytarz prowadzący do sali od obrony przed czarną magią. To właśnie miała być nasza następna lekcja. Stanęliśmy przed drzwiami wśród tłumu innych uczniów. Wrota się otworzyły i stanęła w nich profesorka.
-Wejdźcie –powiedziała z uśmiechem. Uczniowie niechętnie przekroczyli próg i zajęli swoje miejsca. Powlokłem się do jednej z ławek i usiadłem koło Granger. czułem, że ta lekcja do najprzyjemniejszych należeć nie będzie.
-Dziś zajmiemy się najgorszymi dziedzinami czarnej magii. Wielu znakomitych czarodziejów od wieków zadawało sobie jedno i to samo pytanie. Jak osiągnąć nieśmiertelność?
Nauczycielka rozejrzała się po sali. Uczniowie zaczęli nagle słuchać jej słów z wielką uwagą.
-Macie może jakieś propozycje? –spytała z zachęcającym uśmiechem. Ręka siedzącej obok mnie Granger wystrzeliła w górę z zadziwiającą szybkością, ale Sanchez to zignorowała. Wolała zapytać inne osoby.
-Tak panno Patil?
-Kamień filozoficzny –odpowiedziała Parvati bez wahania. Nauczycielka uśmiechnęła się do niej.
-Bardzo dobrze. Kamień filozoficzny. W całej znanej nam historii tylko Nicolasowi Flamelowi udało się go stworzyć, ale i tak został on zniszczony ponad sześć lat temu. Inne pomysły?
Zobaczyłem, że Potter niepewnie podniósł dłoń. Uniosłem brwi. Co on może wiedzieć o nieśmiertelności?
-Insygnia Śmierci –powiedział Harry. Tylko czym do cholery są te insygnia?!
-Dobrze panie Potter, ale tutaj wchodzimy tylko w strefę domysłów i wyobrażeń. Osobiście jestem  zdania, że te przedmioty istnieją, ale nie jestem pewna czy naprawdę dają nieśmiertelność. Może jeszcze jakieś pomysły?
Granger znowu podniosła rękę z nadzieją, że ją teraz zapyta nauczycielka.
-Daj sobie spokój, Granger –mruknąłem lodowato. –I tak cię nie zapyta.
-Zamknij się, Malfoy.
Ale jakby na potwierdzenie moich słów Sanchez powiedziała:
-Tak panno Green?
-Horkruksy –odpowiedziała wywołana. Otworzyłem szerzej oczy. Że co?! Jakie horkru… Co to w ogóle jest?
-Dokładnie. Horkruksy. Czekałam aż ktoś to powie. I to właśnie jest tematem naszej dzisiejszej lekcji. A więc, panno Green, na pewno wiesz co to są horkruksy –zwróciła się do niej nauczycielka.
-Oczywiście –odparła bez wahania Ariadne. –Horkruksy to…
-Przepraszam bardzo –Hermiona przerwała nieśmiało wypowiedź dziewczyny. –Ale czy horkruksy nie  są tematem ZAKAZANYM? –spytała, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
-Ależ oczywiście panno Granger –Sanchez  potwierdziła tylko słowa Gryfonki. –Ale czasy się zmieniły i profesor McGonagall stwierdziła, że powinniście posiadać przynajmniej podstawową wiedzę na ich temat. Proszę kontynuować –to ostatnie było skierowane oczywiście do Ariadne.
-Horkruksy to przedmioty w których, za pomocą zaklęcia, została ukryta cząstka duszy czarodzieja. Dopóki taki przedmiot istnieje, nie można zabić danej osoby do której ta cząstka duszy należy. Takie horkruksy nie jest łatwo zniszczyć. Działają na nie wyjątkowo rzadkie trucizny jak, chociażby, jad bazyliszka czy kobry wegańskiej. Istnieją też zaklęcia za pomocą których można zniszczyć horkruksa. Jednym z tych zaklęć jest Szatańska Pożoga i Całun Śmierci.
-Bardzo dobrze panno Green. Slytherin dostaje dwadzieścia punktów.
Zobaczyłem, że Granger zacisnęła pięści ze złości. Zaśmiałem się cicho.
-Co powinniście wiedzieć o horkruksach? Że są one bardzo NIEBEZPIECZNE. Kiedy jakaś osoba zbliża się do takiego przedmiotu, może on czerpać z niej energię, wysysać życie z danej istoty, a samemu stawać się silniejszym, a nawet stworzyc własne ciało. Nie chodzi tu o kontakt fizyczny –powiedziała szybko Sanchez, widząc jak niektórzy otwierają usta. –Tu chodzi o kontakt duchowy. Jeśli w dany przedmiot przelejemy nasze słabości, nasze wspomnienia, to może on przejąć kontrolę nad naszym umysłem. Cząstka duszy żyjąca w przedmiocie będzie nami kierowała, opęta nasz umysł. Lord Voldemort używał horkruksów i jako jedyny stworzył ich aż osiem. Jeden przypadkowo. Liczę je łącznie z kawałkiem w jego ciele, tak dla ścisłości.
Ziewnąłem szeroko. Co za nudy.
-A jakie przedmioty były horkruksami Voldemorta? –spytała bliżej nieokreślona osoba. Podniosłem głowę. Dobre pytanie.
-Myślę, że z tym pytaniem śmiało możecie kierować się do pana Harry’ego Pottera, Ronalda Weasleya i panny Hermiony Granger.
Twarze wszystkich uczniów zwróciły się w ich stronę. Prawie wszystkie.
-Ale mogę wam to powiedzieć. O szczegóły dopytacie się na przerwie, nie teraz –powiedziała nauczycielka, słysząc szepty. –Horkruksami Lorda Voldemorta był stary dziennik, jego wąż, Nagini, pierścień jego dziadka, Marvola Gnauta, złota czarka Helgi Huffelpuff, naszyjnik Salazara Slytherina, zaginiony diadem Roveny Ravenclow i… Harry Potter.
Na te ostatnie słowa lekko się podniosłem. Tylko, że Sanchez nie chciała powiedzieć nic więcej na ten temat. Położyłem się na podręczniku i myślałem o nadchodzącym meczu quidditcha.

Po lekcji powoli wstałem i się spakowałem. Wraz z Zabinim wyszedłem z sali. Podczas wywodu Sanchez na temat tych horkrucośtam zapadłem w drzemkę i byłem nie do końca przytomny.
-Co myślisz o tych całych horkruksach? –spytał mnie Blaise, kiedy wyszliśmy z sali. Spojrzałem na niego z głupim wyrazem twarzy. Tak naprawdę nie miałem pojęcia co przed chwią powiedział.
-Stary –odezwałem się sennym głosem. –Ja w ogóle nie myślę. Nie wyspałem się.
-Co, lekcja za krótka? –zapytał Zabini z uśmiechem.
-O kilka godzin za krótka –odparłem, ziewając.
Nagle stanąłem jak wryty. To co zobaczyłem zadziałało jak kubeł zimnej wody.
-Co się stało? –spytał od razu Blaise.
-Czy ja mam zwidy, czy tam stoi Ariadne i gada z Weasleyem? –spytałem niezbyt pewnie. Byłem pewny, że to zwidy, z powodu niewyspania.
Zabini odwrócił się we wskazywaną stronę i zaklnął głośno.
-Mówiłeś serio –powiedział, a na jego twarzy widać było wielkie zdziwienie. Pod ścianą stała Ariadne i z uśmiechem rozmawiała z Georgem Weasleyem.
-Ja już sobie pójdę –powiedział Blaise ze złością. Nawet nie zwróciłem na niego uwagi. Podszedłem do brunetki.
-Możemy pogadać? –spytałem ją. W odpowiedzi Green tylko kiwnęła głową.
-Zobaczymy się później –powiedziała jeszcze do Georgea i odeszła.
-Co ty robisz?! Zapytałem ją, gdy tylko rudzielec zniknął mi z oczu.
-To gadanie jest już zabronione? –spytała niezbyt miło dziewczyna.
-Nie twierdzę, że jest, ale akurat z NIM?!
Ariadne tylko westchnęła i spojrzała w bok. Przez chwilę milczała, a kiedy przemówiła głos miała spokojny, ale lekko zniecierpliwiony.
-To chcesz wiedzieć jaką mają taktykę czy nie?
______________________________

Dziś trochę tego jest :D
Pozdrawiam

10 komentarzy:

  1. Podoba mi się! Coraz lepiej piszesz, a rozdział się czyta lekko. No i akcja za szybko się nie rozwija, ale też nie dłuży. Krótko mówiąc - jest świetne :D Weny życzę ;)

    http://harrymione-diary.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiłam na tego bloga przez czysty przypadek, chyba obie lubimy czytać bloga Klaudii ;)
    Powiem szczerze, że całkiem podoba mi się Twoje opowiadanie :D
    Jedynie opisywanie tego samego z perspektywy Hermiony i Draco mnie drażni. O wiele lepiej by to wyglądało, gdybys podzieliła ważne wydarzenia na te, które chcesz ukazac oczami Malfoy'a, a które Miony. To trochę nudne, czytanie tego samego dwa razy, skoro wiem, co się wydarzy. Ja nawet (O ZGROZO!) omijałam poszczególne linijki, by w końcu znaleźc cos nowego. Dlatego błagam, zaklinam, nie pisz dwa razy tego samego.
    Co do Twojego stylu to jest przyjemny. Nic więcej nie umiem powiedziec, wybacz. Po prostu czytam, lub czytałam mnóstwo FF serii HP i Twoje jest po prostu przyjemne, lekkie, łatwe. Nie jest skomplikowane, co wielokrotnie mnie drażni. Wiesz o czym chcesz pisac i na tym się skupiasz, to dobrze. Nie zawsze więcej znaczy lepiej.
    Jednak zauważyłam, że bardzo, ale to bardzo skupiasz się na relacjach między Hermioną a Draco. Owszem, to jest Dramione, więc nic w tym złego, ale zapominasz też o innych problemach, nie koniecznie tych głównych postaci. Tak własciwie to wydaje mi się, że jedyne "żyjące" postaci w tym opowiadaniu to zazdrosny Ron i, naciągając, Hermiona. Inni nie mają swoich problemów, są tylko po to, by byc. Dajże im ich własne historie! BŁAGAM!
    Nie zrozum mnie źle, piszesz dobrze. Ale za bardzo skupiasz się na głównych bohaterach. Nie próbuj teraz wymyslac jakichs skomplikowanych wydarzeń. Pisz tak jak teraz, prosto, lekko, z pasją. Po prostu dodaj kilka problemów swoim postacią. Niech każda z nich ma jakies rozterki, wspomnienia, zmartwienia. Ożyw bohaterów, nie pisz dwa razy tego samego i pisz dłuższe rozdziały.
    Usmiecham się za każdym razem, gdy po postem widzę, że mówisz iż jest długi. Kochana, ja bym mogła to opowiadanie czytac jeszcze dłuzej! Publikuj posty rzadziej, ale za to dłuższe. Nie wydłużaj ich na siłę, pisząc władciwie to samo. Wplataj opisy, do dialogów wprowadzaj jakies filozoficzne wątki... Zaskocz mnie!
    Zachowuj się tak, jakby nigdy nie było książek o HP. Opisuj wszystko, wszystko, absolutnie wszystko!!!
    Mam nadzieję, że mnie nie wyklniesz, czy cos XD
    No i zapraszam do siebie, jeżeli tylko masz ochotę [wrong-path.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. postaciom*
      Matko moja, wybacz mi wszelkie błędy, Dusiu, ale mam francuską klawiaturę, która rządzi się swoimi prawami :/

      Usuń
    2. Powiem tak. Kocham cię za ten komentarz. Wreszcie wiem co poprawić, nad czym popracować :D Oczywiście zajrzę na twojego bloga.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    3. Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło, że nie obrażasz się o to, że piszę, co mi nie gra. Spoko, spoko, Moore zawsze do usług, prze pani ^^
      W takim razie pisz kolejny rozdział, ja czekaaaaam *.*

      Usuń
  3. Ja również znalazłam tego bloga przypadkiem i zgadzam się z przedmówczynią. decydowanie lepiej będzie jeśli część wydarzeń będzie opisane oczami Miony, a część Malfoy'a. ;)

    Zapraszam do mnie - kolejny potterowy autograf!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam witam :D Super we dług mnie piszesz co raz to lepiej ! :D Hm Horkruksy...fajne podobało mi się choć dokładnie powinien opowiedzieć we dług mnie Harry on się zna na tym najlepiej :D W końcu sam nim był :D Czekam na next...

    PS : U mnie nowy rozdział zapraszam ! :3

    OdpowiedzUsuń
  5. jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee! <3
    jest megaa ! :*
    pozdrawaim,czekam na nn i zapraszam do mnie na garść Fremione ;3
    http://fremione-moja-historia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :)

    Ten rozdział mi się bardzo podoba! Chyba najlepszy jaki to tej pory się tutaj pojawił. Przepraszam, że dopiero teraz komentuję, ale nawał pracy itd.. ^^

    Ps. Zapraszam na nową, czwartą odsłonę [www.lileyna-durand.blogspot.com] :)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Liley

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko, blog Dramione, VICTORIA
    Będę czytać,
    pozdrawiam
    corkatsw

    OdpowiedzUsuń